Pod pretekstem kontrolnej wizyty u lekarza mama zrobiła sobie dzisiaj wychodne. Coś zmieniło się w moim samochodzie pod ciążową nieobecność za kierownicą. Tu coś niżej, tu za wysoko, tu krzywo fotel. Sytuacja w stylu "ktoś pił z mojego kubeczka". Wszystko w miarę się ustabilizowało dopiero, gdy z głośników poleciała Carrie Unerwood i jej Blown Away. Odrobina country zawsze przywraca względną homeostazę. Gnałam po S1-ce niczym kierowca rajdowy osiągając zawrotną prędkość 110km/h. Czułam się, jakbym przemierzała Route 66 wielkim pickupem. Tymczasem woziłam się tylko Peugeotem 207.
Zapomniałam trochę, jak to jest prowadzić samochód. Myślałam, że nie robiłam tego tylko dwa miesiące. Okazuje się, że wcześniej robiłam to na tyle inaczej, by nie ogarniać sytuacji po powrocie za kółko. A były przecież momenty w moim życiu, że nie siedziałam na fotelu kierowcy zacznie dłużej. Wakacyjny rok we Włoszech, kiedy tylko sporadycznie odpalałam maszynę celem pozwiedzania okolicy, czy losowy przypadek niedyspozycji, kiedy to cały rok nie miałam nogi na pedale gazu. Pamiętam, że wsiadłam później do samochodu a ten ruszył miękko mrucząc spokojnie swoim dieslowym pogłosem. Tymczasem dziś nasz Batmobil sunął mniej miękko, momentami nawet charczał. Kocią grację zastąpiły luzy w zawieszeniu, problemy z obrotami silnika. Czyżby zanosiło się na jakąś poważną renowację silnika albo wymianę uszczelki pod głowicą? Z całą pewnością zanosi się na dolanie płynu do spryskiwaczy o mocno alkoholowym zapaszku konwalii. Mimo moich wątpliwości rajdowca na stanowisku kierowniczym czułam się wolna jak ptak. Gdyby nie subtelny gust muzyczny z głośników dobywałby się przeraźliwy chrobot Highway to hell.
W tymże nastroju dotarłam do najbliższego centrum handlowego by cichaczem, niezauważona przez męża na posterunku i pediatrę doglądającego Poli pod moją nieobecność (czyt. Lady Mama) - kupić kilka rzeczy. Zamiast wyczyszczenia dostępnego salda na karcie kredytowej wyszłam ze sklepu z przyzwoicie tanią parą adidasów do wyprowadzania Poli na spacery. Kupiłam uniwersalne: do tańca i do różańca - w pole i na chodniki. Folkowo będę podrygiwać z wózeczkiem w granatowo-różowych butkach.
Po krótkiej wizycie u ginekologa znów pędziłam do domu. Naładowana energetycznie po tej krótkiej socjalizacji z tłumem zakupoholików gnałam przepisową prędkością na drodze ekspresowej. Znów swoim zwyczajem fantazjowałam o karierze estradowej i egzotycznych podróżach. Nie wierzyłam, że jestem już inną kobietą, na którą w domu czeka córeczka. Po powrocie pochyliłam się nad łóżeczkiem, w którym Pola słodko spała, pocałowałam ją w główkę i poczułam, że w końcu jestem we właściwym miejscu.
poniedziałek, 31 marca 2014
niedziela, 30 marca 2014
Ciocia Paulina
Ze wszystkich intymnych sytuacji między dziewczynami... nie sądziłam, że koleżanka ze szkolnej ławki będzie przy mnie w czasie karmienia córeczki! Zawsze dziwię się naszej relacji, że mimo wielu różnic i światopoglądowych i życiowych dalej przyjaźnimy się z Pauliną i możemy na siebie liczyć w każdej sytuacji. Jest chyba jedyną, spośród wszystkich moich znajomych, która nigdy nie odmawia mi pomocnej dłoni. Nawet, kiedy przegoniłam ją przez pół stolicy w poszukiwaniu kurteczki dla Poli. W okolicach Katowic sklepu Mothercare nie uświadczysz, a w Warszawie są w co drugiej galerii handlowej. Wyprzedaże wyglądały w sieci tak zachęcająco, a ubranka tak ślicznie, że po nocach śniłam o Poli w pięknych kurteczkach tejże firmy.
Dziś przyjechała do nas Paulina i przywiozła w darze to oto cudo:
Mimo iż rozmiar 68 Pola już będzie mogła w niej chodzić. Oczywiście kwestia chodzenia jest tu mocno metaforyczna. Przymierzamy się bowiem do pierwszego spaceru poza naszą wioseczką. Siostra zaproponowała wypad na Katowicki Muchowiec, co oznacza solidną wyprawę! Najpierw samochodem, potem trochę wózkowania w towarzystwie innych dzieci i psów. Czy Pola da sobie radę? Czy ja to wszystko ogarnę? Wieczorem czeka mnie przecież wizyta kontrolna u lekarza, muszę wcześniej córeczkę ukołysać do snu i odciągnąć bardzo dużo mleka! Przed ostatnią drzemką mała wciągnęła pełną setkę z butelki (choć matczynego mleka, ale w celach statystycznych) i dojadła jeszcze tradycyjnie zasypiając umazana mlekiem. Sytuacja miała miejsce ok 19:30. O północy kończyłyśmy kolejne karmienie! Kiedy obudziłam się by znów napoić córeczkę było po 4 nad ranem. Z przerażeniem zaczęłam podejrzewać przeziębienie, bo przecież Pola nie zwykła spać aż tyle! Dwie czterogodzinne drzemki zaraz po sobie nie zdarzyły się od pierwszych dni po porodzie. Uspokoiłam się dopiero, kiedy dotarła do mnie zmiana czasu. Potem Pola dopiła co nieco ok. 7 rano i spała wtulona w oboje rodziców do 9! Obudziła nas radosnym kwileniem szczęśliwa, że nikt nie odłożył jej do łóżeczka.
Rozpoczęła dzień z uśmiechem, bawiła się (powiedziane nieco na wyrost, raczej była zabawiana) grzechotkami, bujała się w bujaczku, uśmiechała się do nas i do Pauliny. Teraz znów zapadła w drzemkę. Ciekawe czy planowany na porę obiadową spacer też prześpi czy raczej aktywnie będzie kontemplować przyrodę ogrodową?
Dziś przyjechała do nas Paulina i przywiozła w darze to oto cudo:
Mimo iż rozmiar 68 Pola już będzie mogła w niej chodzić. Oczywiście kwestia chodzenia jest tu mocno metaforyczna. Przymierzamy się bowiem do pierwszego spaceru poza naszą wioseczką. Siostra zaproponowała wypad na Katowicki Muchowiec, co oznacza solidną wyprawę! Najpierw samochodem, potem trochę wózkowania w towarzystwie innych dzieci i psów. Czy Pola da sobie radę? Czy ja to wszystko ogarnę? Wieczorem czeka mnie przecież wizyta kontrolna u lekarza, muszę wcześniej córeczkę ukołysać do snu i odciągnąć bardzo dużo mleka! Przed ostatnią drzemką mała wciągnęła pełną setkę z butelki (choć matczynego mleka, ale w celach statystycznych) i dojadła jeszcze tradycyjnie zasypiając umazana mlekiem. Sytuacja miała miejsce ok 19:30. O północy kończyłyśmy kolejne karmienie! Kiedy obudziłam się by znów napoić córeczkę było po 4 nad ranem. Z przerażeniem zaczęłam podejrzewać przeziębienie, bo przecież Pola nie zwykła spać aż tyle! Dwie czterogodzinne drzemki zaraz po sobie nie zdarzyły się od pierwszych dni po porodzie. Uspokoiłam się dopiero, kiedy dotarła do mnie zmiana czasu. Potem Pola dopiła co nieco ok. 7 rano i spała wtulona w oboje rodziców do 9! Obudziła nas radosnym kwileniem szczęśliwa, że nikt nie odłożył jej do łóżeczka.
Rozpoczęła dzień z uśmiechem, bawiła się (powiedziane nieco na wyrost, raczej była zabawiana) grzechotkami, bujała się w bujaczku, uśmiechała się do nas i do Pauliny. Teraz znów zapadła w drzemkę. Ciekawe czy planowany na porę obiadową spacer też prześpi czy raczej aktywnie będzie kontemplować przyrodę ogrodową?
sobota, 29 marca 2014
Odwiedziny!
Po ostatnich kilku ciężkich dniach Pola odpoczywa. Przespała całą noc to wtulona w mamę, to smacznie chrapiąca pod swoją kołderką. Rano zjadła z nami śniadanie (prawie) i znów zapadła w trzygodzinną drzemkę. Dzielnie przespała spacer i teraz znów spokojnie odpoczywa w swoim łóżeczku. To chyba zbawienna moc country. Tym razem (jak również wiele razy wcześniej) płyta Crystal Bowersox zadziałała na malutką usypiająco i Pola odpłynęła przy dźwiękach lekko jazzującego country - swoją drogą płyta (obie!) świetna!
Podczas drzemki nasze poddasze nawiedziła ciocia Mizia z wujkiem Leszkiem, do tej pory znanych jako Mizia i Leszek. Przywieźli nam bardzo dużo darów, z których Pola już zdążyła się ucieszyć. Zabawki doczepiane do maty interaktywnej już teraz zaabsorbowały ją na tyle, by na blisko godzinę zabawiała się nimi razem z tatą. Niepewnie uśmiechała się na widok plastykowego pieska, wykazywała duże zainteresowanie grającą owcą. Jeszcze dwa, trzy tygodnie i wyciągnie rączki do wszystkich tych zabawek piszcząc radośnie!
| Pola, jej ulubiona żyrafka i piesek, którego bardzo polubiła (znaleziony w macie edukacyjnej) |
| Piękne sukienki i mata edukacyjna! |
| Pingwinek, którego można rozłożyć na czynniki pierwsze i grająca owca - IKEA |
| Śliczne detale: guziczki, podszewka |
piątek, 28 marca 2014
Rozmowy spacerowe
Ja: To co, inwestujemy całą twoją następną pensję w nosidełko?
Mąż: Po co? (mówi niosąc córkę do domu ze spaceru, bo Pola pogardziła wózkiem)
Ja: No, żeby była tu blisko.
Mąż: Zaraz... czemu całą pensję? To jest aż takie drogie czy po prostu ja tak mało zarabiam?
Ja: (wskazując na auto sąsiada, które pozbawione było znaczka z przodu) Wiesz o czym to świadczy?
Mąż: Że zrobił tuning, którego Opel nie pochwala?
Ja: Albo, że kupił używane auto z "M jak Miłość"!
Mąż: A co, tam znaczek odpadł, jak Hanka wjechała w te kartony?
Żona tłumaczy, że w TVP unika się lokowania produktu.
Mąż: No chyba nie chcesz mi powiedzieć, że dwójka jest niekomercyjna a jedynka jest!
Ja: Jedynka też nie jest!
Mąż: Przecież tam w "Klanie" ciągle wyciągają jakiegoś Knorr'a i pytają: "Zupkę? Zupkę?"
czwartek, 27 marca 2014
Nigdy nie budź śpiącego niemowlęcia!
Zasada stara jak tradycja wielkanocnych pisanek, a jednak postanowiłam, że "co mi tam" i na chojraka zbudziłam małą do kąpieli. Od dwóch dni przesypiała porę wieczornej toalety. Mimo, że "Dermatologia Dziecięca" zaleca kąpiel nie częściej niż 2, 3 razy w tygodniu my jednak chcemy kąpać Polę co drugi dzień. Tymczasem indywidualny grafik córeczki często nam to uniemożliwia. Mamy zatem do wyboru: przenieść porę kąpieli (na 16:00 albo na 22:00), albo obudzić śpiące niemowlę i wdrożyć plan kąpania dziecka o stałej porze. Dziś wybraliśmy ten drugi, bardziej ryzykowny wariant.
Wszystko potoczyło się zgodnie z moimi przypuszczeniami. Zaraz po kąpieli Pola przypuściła atak na pierś. Posiłek połączony z zasypianiem przy maminym "cycu" zajął małej blisko 40 minut. Wszystko to tylko po to, by z niewygody na matczynym ramieniu znów się obudzić. Rytuał rozpoczął się od nowa i tym razem trwał blisko godzinę. Zgodnie z przewidywaniami wszystko się ulało, w brzuchu się zakręciło i Pola zaczyna marudzić. Niebawem powtórzymy standardowe czynności przewijalne i rozpoczniemy trzecią sesję karmienno-usypiającą. Mija tym czasem 22:00.
Mam cichą nadzieję rano obejrzeć najnowszy odcinek Grey's anatomy. Z nudów, między karmieniami, doczytałam o kolejnym epizodzie tyle, że aż nie mogę się doczekać. Podobno rozwijać się będzie dwutorowo prezentując widzom alternatywne rozwoje jednej historii. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że i ja miałam dziś podobny schemat - gdybym nie obudziła małej Poli wszystko wyglądałoby inaczej. Pospałaby do dziewiątej, zrobiłaby krótką przerwę na karmienie i pozostając nadal w dobrym nastroju zasnęłaby spokojnie na kolejne 2 do 3 godzin. A ja razem z nią wtulona w termofor. Potem dokarmiłabym małą na tak zwanego "śpiocha" i spała z nią kolejne 2 do 3 godzin. W tym systemie dotrwałybyśmy spokojnie do rana. Tymczasem w równoległej rzeczywistości mąż przewija, ja karmię, on nosi, ja karmię, Pola pręży się i problematyzuje prosty system trawienny, ona ulewa, mąż nosi, ja karmię, Pola usypia, ja usypiam, mąż odpala laptopa, włącza się dźwięk, Pola się budzi, ja się budzę, Pola chce jeść, karmię, mąż nosi i tak w kółko. Mała zapada w tak płytki sen, że nawet najmniejszy szelest jest w stanie ją wybudzić nim zaśnie głęboko i spokojnie. Od noszenia małej przez cały dzień blizna po cesarce zaczyna mnie niepokojąco piec i boleć. Od całodziennego karmienia (i odciągania pokarmu) nasiliły się krwawienia, laktacja szaleje. Kiedy piersi pełne do bólu - Pola ucina sobie kilkugodzinną drzemkę. Błędne koło się zamyka.
Wolałabym alternatywną wersję obecnej sytuacji. Ostatecznie nie narzekam, Polka nie płacze. Tylko patrzy oczkami zmęczonymi dookoła, jakby sama nie wiedziała, jak zasnąć. A ja zdenerwowana nie potrafię jej uśpić. Obwiniam męża, ten zaś dzielnie bierze wszystko na klatę (łącznie z ulewaniem Poli). Zastanawiam się jak z podobnym scenariuszem upora się moja ulubiona, serialowa bohaterka. W jutrzejszym Grey's to Christina będzie miała na rękach niemowlę (jak zapowiada zwiastun). Zawsze było mi bliżej do niej, niż do rozlazłej Meredith Grey. Wolałam Christiny zimny pragmatyzm. Ten zaś nie pomaga w oporządzaniu niemowlaczka.
No trudno, z pokoju obok dobiega krzyk. Czas wyciągnąć drugą pierś i spróbować kolejny raz uśpić Polę.
Wszystko potoczyło się zgodnie z moimi przypuszczeniami. Zaraz po kąpieli Pola przypuściła atak na pierś. Posiłek połączony z zasypianiem przy maminym "cycu" zajął małej blisko 40 minut. Wszystko to tylko po to, by z niewygody na matczynym ramieniu znów się obudzić. Rytuał rozpoczął się od nowa i tym razem trwał blisko godzinę. Zgodnie z przewidywaniami wszystko się ulało, w brzuchu się zakręciło i Pola zaczyna marudzić. Niebawem powtórzymy standardowe czynności przewijalne i rozpoczniemy trzecią sesję karmienno-usypiającą. Mija tym czasem 22:00.
Mam cichą nadzieję rano obejrzeć najnowszy odcinek Grey's anatomy. Z nudów, między karmieniami, doczytałam o kolejnym epizodzie tyle, że aż nie mogę się doczekać. Podobno rozwijać się będzie dwutorowo prezentując widzom alternatywne rozwoje jednej historii. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że i ja miałam dziś podobny schemat - gdybym nie obudziła małej Poli wszystko wyglądałoby inaczej. Pospałaby do dziewiątej, zrobiłaby krótką przerwę na karmienie i pozostając nadal w dobrym nastroju zasnęłaby spokojnie na kolejne 2 do 3 godzin. A ja razem z nią wtulona w termofor. Potem dokarmiłabym małą na tak zwanego "śpiocha" i spała z nią kolejne 2 do 3 godzin. W tym systemie dotrwałybyśmy spokojnie do rana. Tymczasem w równoległej rzeczywistości mąż przewija, ja karmię, on nosi, ja karmię, Pola pręży się i problematyzuje prosty system trawienny, ona ulewa, mąż nosi, ja karmię, Pola usypia, ja usypiam, mąż odpala laptopa, włącza się dźwięk, Pola się budzi, ja się budzę, Pola chce jeść, karmię, mąż nosi i tak w kółko. Mała zapada w tak płytki sen, że nawet najmniejszy szelest jest w stanie ją wybudzić nim zaśnie głęboko i spokojnie. Od noszenia małej przez cały dzień blizna po cesarce zaczyna mnie niepokojąco piec i boleć. Od całodziennego karmienia (i odciągania pokarmu) nasiliły się krwawienia, laktacja szaleje. Kiedy piersi pełne do bólu - Pola ucina sobie kilkugodzinną drzemkę. Błędne koło się zamyka.
![]() |
| Grey's anatomy, s10e17 |
No trudno, z pokoju obok dobiega krzyk. Czas wyciągnąć drugą pierś i spróbować kolejny raz uśpić Polę.
środa, 26 marca 2014
Miłość
Byłyśmy dziś z Polą na pierwszej wizycie kontrolnej u pediatry. Pani doktor zbadała moją córeczkę od stóp do głów i zawyrokowała, że dziecko jest zdrowe i rozwija się dobrze. Na wychodnym ze szpitala Polka ważyła 3820g, a dziś nie tylko wróciła do wagi urodzeniowej, ale przekroczyła ją solidnie dobijając 4480g! Mała przybiera książkowo 220g/tydzień (no, powiedzmy, że średnia się zgadza). A ja niepokoiłam się jej długimi przerwami w jedzeniu, zamiast cieszyć się, że dziecko, ba - NOWORODEK - przesypia ciągiem 4-5 godzin.
Z małego, zielonego pokoju dobiega senne kwilenie. Pola niebawem się obudzi. I co się stanie? Czy słodko zaśnie w trakcie karmienia? Znów będziemy walczyć o odpowiednie uchwycenie brodawki? Poje troszkę i roztoczy wzrokiem naokoło wpatrując się w świat przez kilka kolejnych godzin? Nigdy nie wiem, jak sytuacja się rozwinie, gdyż dzień Poli jest jeszcze mocno nieunormowany. Nie jesteśmy w stanie wpasować się z kąpielą w żadną, regularną porę. Próbowaliśmy zmieścić się w przedziale 18:00-20:00, ale wtedy, kiedy my planujemy kąpiel, mała woli akurat spać. Wcześniej (np. dziś) czuwa bite 7 godzin, więc nie mamy z mężem serca budzić małego głodomora dla takiej błahostki, jak kąpiel. Nie jestem konsekwentną matką. Z miłością wpatruje się w moją śpiącą córeczkę i pozwalam jej dyrygować sobą bez mrugnięcia okiem. Ostatniej nocy Polka zdecydowała, że wygodniej z mamą. Kwękaniem protestowała, gdy odkładaliśmy ją do dostawki (cóż działoby się, gdybyśmy chcieli odłożyć ją do łóżeczka!). Przytulałam malutką aż zasnęła ona i ja. Spała wtulona w moje ramię radośnie chrząkając przy każdym wiertku. W dzień postanowiła kontynuować proces i zasypiała tylko w kontakcie skóra do skóry. Kiedy miała do dyspozycji mój dekolt, pierś, ramię drzemała spokojnie. Gdy tylko główka dotykała miękkiego polaru w łóżeczku czy otwierały się automatycznie i Pola rzucała mi spojrzenie pełne rozgoryczenia i smutku. Łamałam się. Udało mi się ją spokojnie uśpić dopiero ok 18:00. Wcześniejszych drzemek nie liczę.
Dziś w nocy też pewnie się złamię. Dla czyjej, tym razem, przyjemności? Kiedy jej malutka twarzyczka wtula się w moje ciało wszystkie niewygody odchodzą na dalszy plan. Zła pozycja, ścierpnięta ręka, naciągnięta szyja, przykurcz mięśni od karmienia w łóżku i po turecku... wszystko to magicznie znika, a zamiast bólu moje ciało wypełnia ciepło, rozczulenie i miłość. Nawet gdy przyjdzie mi nie spać kolejne 3 godziny i tulić małą do snu - to chyba najlepsze, co może mi się przytrafić.
Moje macierzyńskie wysiłki zostały dziś nagrodzone. Mąż najwyraźniej docenił trud ciąży i porodu. Sam widział, że nie było łatwo. Obrzęki jak u słonia, waga jak u płetwala błękitnego, umęczenie jak u foki cyrkowej. A po wszystkim niczym kangurzyca z dyndającą torbą powoli wracać miałam do formy. Nie jest jednak łatwo. Mimo restrykcyjnej diety waga drgnęła nieco w górę dobijając mi kilka dodatkowych kilogramów tuż po porodzie. Jem rosołki (chude, na eko-kurczakach), jogurty, ser biały, kromki z szynką gotowaną w domu, warzywa gotowane, a waga w górę! Karmię piersią, noszę małą, mimo szwów po cesarce, nie dosypiam, a waga w górę. W sytuacji, kiedy chce się ratować własną sylwetkę, kiedy utyka się w domu z perspektywą kilkumiesięcznej laktacji, kiedy aseksualność własnych piersi nie może być większa - właśnie wtedy przyrost wagi nie jest mile widziany. Obserwując moje zmagania z Polą, widząc, ile już przeszło moje ciało (i ile jeszcze mu zostało do przebycia!) mąż przyniósł dziś do domu małe pudełeczko od jubilera, a w środku klejnocik. Kolor - jak oczy Poli. Te pewnie nieco się zmienią, więc niech będzie - na pamiątkę, żebyśmy zawsze wspominali te pierwsze spojrzenia. Rozmiar idealny na teraz, żeby choć w jeden pierścionek moje opuchnięte jeszcze palce wchodziły. Małe serduszko na spodzie, bo wszystko to z i dla miłości. Żona zachwycona!
Z małego, zielonego pokoju dobiega senne kwilenie. Pola niebawem się obudzi. I co się stanie? Czy słodko zaśnie w trakcie karmienia? Znów będziemy walczyć o odpowiednie uchwycenie brodawki? Poje troszkę i roztoczy wzrokiem naokoło wpatrując się w świat przez kilka kolejnych godzin? Nigdy nie wiem, jak sytuacja się rozwinie, gdyż dzień Poli jest jeszcze mocno nieunormowany. Nie jesteśmy w stanie wpasować się z kąpielą w żadną, regularną porę. Próbowaliśmy zmieścić się w przedziale 18:00-20:00, ale wtedy, kiedy my planujemy kąpiel, mała woli akurat spać. Wcześniej (np. dziś) czuwa bite 7 godzin, więc nie mamy z mężem serca budzić małego głodomora dla takiej błahostki, jak kąpiel. Nie jestem konsekwentną matką. Z miłością wpatruje się w moją śpiącą córeczkę i pozwalam jej dyrygować sobą bez mrugnięcia okiem. Ostatniej nocy Polka zdecydowała, że wygodniej z mamą. Kwękaniem protestowała, gdy odkładaliśmy ją do dostawki (cóż działoby się, gdybyśmy chcieli odłożyć ją do łóżeczka!). Przytulałam malutką aż zasnęła ona i ja. Spała wtulona w moje ramię radośnie chrząkając przy każdym wiertku. W dzień postanowiła kontynuować proces i zasypiała tylko w kontakcie skóra do skóry. Kiedy miała do dyspozycji mój dekolt, pierś, ramię drzemała spokojnie. Gdy tylko główka dotykała miękkiego polaru w łóżeczku czy otwierały się automatycznie i Pola rzucała mi spojrzenie pełne rozgoryczenia i smutku. Łamałam się. Udało mi się ją spokojnie uśpić dopiero ok 18:00. Wcześniejszych drzemek nie liczę.
Dziś w nocy też pewnie się złamię. Dla czyjej, tym razem, przyjemności? Kiedy jej malutka twarzyczka wtula się w moje ciało wszystkie niewygody odchodzą na dalszy plan. Zła pozycja, ścierpnięta ręka, naciągnięta szyja, przykurcz mięśni od karmienia w łóżku i po turecku... wszystko to magicznie znika, a zamiast bólu moje ciało wypełnia ciepło, rozczulenie i miłość. Nawet gdy przyjdzie mi nie spać kolejne 3 godziny i tulić małą do snu - to chyba najlepsze, co może mi się przytrafić.
Moje macierzyńskie wysiłki zostały dziś nagrodzone. Mąż najwyraźniej docenił trud ciąży i porodu. Sam widział, że nie było łatwo. Obrzęki jak u słonia, waga jak u płetwala błękitnego, umęczenie jak u foki cyrkowej. A po wszystkim niczym kangurzyca z dyndającą torbą powoli wracać miałam do formy. Nie jest jednak łatwo. Mimo restrykcyjnej diety waga drgnęła nieco w górę dobijając mi kilka dodatkowych kilogramów tuż po porodzie. Jem rosołki (chude, na eko-kurczakach), jogurty, ser biały, kromki z szynką gotowaną w domu, warzywa gotowane, a waga w górę! Karmię piersią, noszę małą, mimo szwów po cesarce, nie dosypiam, a waga w górę. W sytuacji, kiedy chce się ratować własną sylwetkę, kiedy utyka się w domu z perspektywą kilkumiesięcznej laktacji, kiedy aseksualność własnych piersi nie może być większa - właśnie wtedy przyrost wagi nie jest mile widziany. Obserwując moje zmagania z Polą, widząc, ile już przeszło moje ciało (i ile jeszcze mu zostało do przebycia!) mąż przyniósł dziś do domu małe pudełeczko od jubilera, a w środku klejnocik. Kolor - jak oczy Poli. Te pewnie nieco się zmienią, więc niech będzie - na pamiątkę, żebyśmy zawsze wspominali te pierwsze spojrzenia. Rozmiar idealny na teraz, żeby choć w jeden pierścionek moje opuchnięte jeszcze palce wchodziły. Małe serduszko na spodzie, bo wszystko to z i dla miłości. Żona zachwycona!
wtorek, 25 marca 2014
Uśmiechy
Sielanka! Obudzona o 6 rano Pola rozpoczęła dzień z uśmiechem. Bez protestów pozwoliła mi na poranną toaletę, zmianę garderoby, opowieść o Smurfach i piosenkę ze słynnej dobranocki. O 8 postanowiła jeszcze pospać ukołysana szlagierami Agnieszki Osieckiej i mleczkiem. Pola w dostawce, kot wtulony po drugiej stronie i dospaliśmy słodko we trójkę do 11. Od tego czasu mała badawczo spoglądała na duży pokój, siedziała w bujaczku, słuchała Alicii Keys Element of freedom. Najwyraźniej pasowały jej frazy w stylu: "That's how strong my love is" czy "Wait till they see your smile". Love-songi pasują małej, bo lubi sobie popieszczochować od czasu do czasu. Lady Mama, która zawitała na piętro z obiadem orzekła, że Pola symuluje sen, żeby tylko być bliżej mnie. Tulę ją do spania, ona zamyka oczka, a gdy tylko chcę ją odłożyć otwiera je szeroko. Kiedy nie patrzę uchyla powieki, kontrolując sytuację i przede wszystkim lokalizację mamy.
Uradowany bobas kilka dni temu zaczął nieporadnie uśmiechać się na widok i dźwięk żyrafy-grzechotki, którą wygrałam od Peticado. Trzeba było opisać, jakiego świata życzę mojemu maluszkowi. Oby wraz z pozytywnymi wibracjami, bo żyrafa wkradła się w łaski Poli, przeszły też na moją córeczkę moje nadzieje, życzenia i marzenia o dobrym świecie pełnym dobra i ciepła. Chyba zaczyna się sprawdzać, bo Pola zaczęła uśmiechać się też do mnie. Utulona w maminych ramionach wygięła usteczka w znak radości, miłości i bezpieczeństwa. Jedna z najpiękniejszych chwil mojego życia, mimo iż uśmiech jeszcze nieświadomy i pewnie przypadkowy. Czekam z jeszcze większą niecierpliwością na te intencjonalne, miłosne.
| Skarpetki od cioci Pauliny, żyrafka od Peticado, bujaczek z odzysku rodzinnego, przejściowy. Polka dziś w komplecie H&M ze Smurfami i w pięknym, pasiastym sweterku, też H&M. Boska! |
Uradowany bobas kilka dni temu zaczął nieporadnie uśmiechać się na widok i dźwięk żyrafy-grzechotki, którą wygrałam od Peticado. Trzeba było opisać, jakiego świata życzę mojemu maluszkowi. Oby wraz z pozytywnymi wibracjami, bo żyrafa wkradła się w łaski Poli, przeszły też na moją córeczkę moje nadzieje, życzenia i marzenia o dobrym świecie pełnym dobra i ciepła. Chyba zaczyna się sprawdzać, bo Pola zaczęła uśmiechać się też do mnie. Utulona w maminych ramionach wygięła usteczka w znak radości, miłości i bezpieczeństwa. Jedna z najpiękniejszych chwil mojego życia, mimo iż uśmiech jeszcze nieświadomy i pewnie przypadkowy. Czekam z jeszcze większą niecierpliwością na te intencjonalne, miłosne.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


