poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Skoki rozwojowe

Mąż: Sam nie wiem, czy wierzyć w te "skoki rozwojowe". Zawsze myślałem, że niemowlęta rozwijają się liniowo. To niemożliwe, żeby nagle, z dnia na dzień, coś się miało zmienić.
Ja: Czytałeś przecież wczoraj, że jak dzieci uczą się gaworzyć to emitują jeden tylko dźwięk, np. "g", mimo, że inne opanowały już wcześniej. A jak tego nauczą się dobrze to o nim jakby zapominają i uczą się nowego. Może z tymi skokami rozwojowymi jest podobnie (albo raczej odwrotnie - przypis z teraz)? Mózg absorbuje jakieś informacje przez dłuższy czas, a potem nagle z dnia na dzień uruchamia te zdolności?
Mąż: Możliwe, że mózg wyłącza zbędne procesy w celu lepszej aplikacji. - rzekł magister dwóch kierunków filologicznych.

Pola w swojej krainie 
W skrócie - zachowanie Poli tak odbiegło od naszych ostatnich przyzwyczajeń, że zaczęliśmy szukać dla tego wytłumaczenia. Zaczęło się dwa dni temu, kiedy bez zapowiedzi Pola przespała ciągiem 7 godzin. Zdarzały jej się podobne sytuacje, ale bywały poprzedzone wielogodzinną walką ze słynną kolką. Tym razem mała padła po całkiem spokojnym dniu. Faktycznie - jadła nieco częściej (czyt. co 20/30 minut), ale przy sobotnio-rodzinnym galimatiasie umknęło to mojej uwadze. Dzień później świat Poli nadal kręcił się wokół jedzenia. Zapinanie bluzki okazało się bezcelowe wobec żądań mojej córki. Chodziłam zatem cały dzień z rozchełstanym dekoltem - a raczej siedziałam, bo karmienia pochłonęły mnie całkowicie. Mała dopijała sobie przez 5 minut, zasypiała na 15 i wracała do nas wyspana i radosna albo smutna i przerażona. Przechodziła z rąk do rąk (bo akurat sporo tych rąk przy stole rodzinnym się znalazło). Marudzenie i problemy z zasypianiem złożyliśmy z mężem na karb wizyty rozentuzjazmowanej kuzynki Poli - mojej chrześnicy Hanki. Dziewczynka lat 7 jest wulkanem energii, który krzyczy radośnie, gada o wszystkim niemalże cały czas, absorbuje uwagę całego towarzystwa - i dobrze jej z tym. Z wrażenia mała Pola już drugą noc spała bit 7 godzin nie reagując nawet na przenoszenie z łóżeczka do dostawki, głaskanie i rozmowy rodziców nad uchem. Dziś moja mała córeczka nadal kontynuowała swoje wołania. Bardziej niecierpliwie i jeszcze częściej żądała jedzenia. Na widok piersi rozanielona uśmiechała się pięknie i przytulała się do ciepłego ciała mamy. Zasypiała niemal natychmiast, budziła się kwadrans później. Bardzo chciała już "wstawać", ale jej własna potrzeba oderwania się od maminego dekoltu musiała napawać ją ogromnym smutkiem, bo momentalnie wykrzywiała usteczka w podkówkę i zanosiła się żałosnym szlochem. Scena urywała się po kilku sekundach i Pola albo wracała do spania, albo pozwalała zająć się zabawą. Zasnęła bez większych problemów. Wzgardziła butelką (co zdarzyło się pierwszy raz) i ufnie przylgnęła znów do mnie. Ile dziś będzie spać? Nie pogardzimy z mężem kolejnymi 7-ma godzinami ciągłego snu maluszka.

Czy to już skok rozwojowy? Podobna sytuacja zdarzyła się 2 tygodnie temu. Przez dwa, trzy dni Polka jadła jak nakręcona, aż nagle zaczęła dostrzegać swoje zabawki, wodzić za nimi wzrokiem, reagowała płaczem na dzwonek do drzwi (wcześniej nie wiedziała o jego istnieniu). Otwierała rączki i niezręcznie trzymała wsadzone w nie przedmioty. Pola miała w tedy nieco ponad 3 tygodnie. A jest przecież dzieckiem blisko 2 tygodnie przenoszonym. Podręczniki fachowe podają, że skoki rozwojowe u takich maluchów występują o tyle wcześniej, o ile dłużej dziecko siedziało w brzuchu mamy. Kolejny "skok" przypada zatem teraz (między 7 a 9 tygodniem, czyli w przypadku Polki - między 5 a 7) - kończymy 6 tydzień. Ciekawe, co przyniesie nam ten przełom. Świadomość, że rączki należą do Poli i że może nimi sterować? Uśmiechy? Nowe reakcje? A może przyniesie nam powrót do regularnych i nie tak częstych karmień? Na razie przynosi matczyny niepokój, bo zamiast spać, kiedy dziecko moje śpi - przeszukiwałam Internet pod kątem "czemu niemowlę nagle śpi w nocy" i "ile powinno spać niemowlę". Jak się okazało w sieci znajdują się głównie informacje o tym, że niemowlęta nie śpią w nocy. Najwyraźniej matki tych co śpią nie zajmują się wypisywaniem problemów na forach internetowych tylko korzystają i śpią razem z dziećmi. Co też niniejszym zdążam uczynić.

niedziela, 13 kwietnia 2014

Co robić, jak dziecko śpi?

Co tu pisać, skoro dni podobne do siebie jak dwie krople wody? Schemat opieki nad noworodkiem jest taki sam w każdym wypadku - jedzenie, pieluchy, dużo miłości, cała masa przytulania. Różnica między poniedziałkiem a środą polega tylko na stanie osobowym. Raz asystuje mi mąż, innym razem mama. Ja tymczasem dzielnie uśmiecham się do małej (choć nie tak już małej) Poli, klaszczę, kiedy ta dotknie zabawki, gaworzę na zachętę, noszę, śpiewam, pokazuję. Kiedy mała zasypia nadrabiam braki serialowe albo szyję. Twórczość maszynową wystawiam na DaWandzie (sprawdźcie Instytut Doświadczeń - link tutaj). Skąd tyle energii? Powinnam być wykończona trudami macierzyństwa.

Teraz już mogę powiedzieć to otwarcie: ciąża była najgorszym okresem, jakiego doświadczyłam. Czułam się spętana jak serdelki w mięsnym. Ubezwłasnowolniona i całkowicie poddana zmianom w moim ciele. Ciąży właśnie podporządkowałam wszystkie plany zawodowe, prywatne, wolny czas. Hormony skutecznie utrudniały mi pracę naukową. Sprawny mózg zastąpił mały rozumek zorientowany na kalorie. Biernie obserwowałam to, co działo się z moim brzuchem, biodrami, biustem. Dzięki terapii w początkowych miesiącach ciąży mogłam jakoś oddzielić samo ciążowanie od macierzyństwa, od mojej córeczki. Nie przelewałam swojej goryczy na dziecko, zatrzymałam się na fizjologii. Nie wiem, czy mam w sobie dosyć siły, by zdecydować się na to drugi raz. Przeszłam tę ciążę z solidną anemią, na obrzękach, z nadwagą i depresją. Czego chcieć więcej? Końca! Kiedy teraz budzę się w nocy, bo Pola zaczyna kwilić tuż obok - cieszę się jak dziecko, że wielki brzuch nie blokuje mojej motoryki. Nie mogę uwierzyć, że to już minęło. Spoglądam na swoje ciało i cieszę się, że należy już tylko do mnie - jest jak poligon po manewrach, ale przynajmniej w spokoju dochodzi do siebie. Anemia minęła jak ręką odjął, wzrósł entuzjazm i zapał do działania. Coś sobie szyję, czasem planuję. Depresja majaczy gdzieś w tyle jak oddalający się, czarny i mokry pies (Swoją drogą świetna animizacja depresji - pies. Pomysł z książki, którą całą sobą polecam: Pan Cartwell autorstwa Rebecci Hunt).

Sporo jeszcze mnie omija. Żałuję np., że nie byłam na Swag Show w ten weekend. Szkoda, że nie mogę poświęcić więcej czasu na szycie i promocję produktów w Instytucie. Chętnie wróciłabym do prowadzenia zajęć. Nie brakuje mi natomiast Uniwersytetu i wszech-tam-obecnego patetycznego dupowłazowstwa. Kiedyś usłyszałam mądrą myśl: "Mężczyźni na tym wydziale (filologiczny - przyp. aut.) dzielą się na trzy kategorie: malkontenci, mitomani, dekadenci". Sprawdzałam - zgadza się. Lata studiów doktoranckich zweryfikowały moje myślenie. Widzę tam głównie: akademicki beton, egocentryków i cicho-ciemnych. Ponieważ zaś mężczyźni stanowią znaczący procent w kadrze wydziału wrażenia mam ostatnio podłe, chęci do przebywania tam jeszcze mniejsze, tęsknotę równą zeru. Coraz jestem szczęśliwsza bez tego miejsca. Nie wiem jeszcze czy to tylko mechanizm obronny na wypadek "gdyby nie dali mi etatu", czy faktyczna zmiana myślenia. Na co? Chwilowo na bawełnę połączoną z dzianiną dresową. Płytkie intelektualnie, płodne manualnie:

Kocyk (59zł) i chusta niemowlęca (19zł)
Kocyk (59zł)

Kocyk (59zł)

Poduszka niemowlęca (25zł)



środa, 9 kwietnia 2014

Kocyk, podusia, apaszka - do wzięcia!

Kocyk w sam raz na wczesną wiosnę!

Śliczny, delikatny kocyk dla niemowląt. Zrobiony z bawełny i dzianiny dresowej świetnie sprawdzi się jako kołderka, mata czy przykrycie na dworze. Dzianina dresowa jest dodatkowo ocieplona, przez co kocyk rewelacyjnie spisze się w chłodniejsze dni. Stonowane kolory pomogą maleństwu w spokojnym śnie.

Wymiary:
70x75cm

Materiał:
Bawełna, dzianina dresowa

Możliwość zamówienia kocyka w dowolnym rozmiarze, solo lub w zestawie z poduszką.

Cechy produktu:
Mały, funkcjonalny wymiar. Kocyk zmieści się do torby, można go łatwo zrolować i zabrać ze sobą. Niewielki rozmiar nada się do kołysek i wózków.

Cena: 59zł, uszyty przez Instytut Doświadczeń
Zamówienia na: ok@instytutdoswiadczen.com lub w komentarzu


------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Do kompletu proponuję poduszkę:


Płaska poduszka dla niemowląt. Mięciutki wkład powoduje dopasowanie poduszki do główki maleństwa. Niemowlę śpi niemalże na płasko, jedynie otula swoją głowę miękką bawełną. Delikatny puch amortyzuje wstrząsy, przez co poduszka idealnie nadaje się do wózka. Sprawdzi się także w kołyskach i łóżeczkach. Jej mały wymiar pozwala na łatwe spakowanie i zabranie jej ze sobą.

Wymiar:
20cm x 35 cm x 2cm

Materiał:
Bawełna, dzianina dresowa (spód), włókna z poliestru (wypełnienie)

Cechy produktu:
Lekka, miękka poduszka, nie powoduje odkształceń główki niemowlaka. Efekt amortyzacji przy zachowaniu płaskiego podłoża dla główki.

Cena: 25zł, uszyta przez Instytut Doświadczeń
Zamówienia na: ok@instytutdoswiadczen.com lub w komentarzu

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

A jak już wychodzić na spacer... to tylko w apaszce również wykonanej w ID!


Śliczna chusta zrobiona z bawełny i ocieplonej dzianiny dresowej. Będzie pięknie wyglądała na każdym maluszku. Ochroni przed chłodem, ale nie przegrzeje niemowlęcia (dzięki warstwie z bawełny). Możliwość noszenia dwustronnie. Zapinana na guziczek, posiada też dwie tasiemki do zabawy, kiedy już rączki pójdą w ruch. Dobra od pierwszych dni życia.
Wymiar:
42cm x 30cm x 30cm

Materiał:
Bawełna, dzianina dresowa, tasiemki, plastik (guzik)

Cechy produktu:
Miła w dotyku, ciepła, przewiewna, ręcznie robiona, łatwe zapięcie, dwustronna.


 Cena: 19zł, uszyta przez Instytut Doświadczeń
Zamówienia na: ok@instytutdoswiadczen.com lub w komentarzu

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Gdyby ktoś chciał kupić cały zestaw, wówczas cena mocno spada, bo aż do 89zl za wszystkie trzy produkty! 

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Pola skończyła dziś pierwszy miesiąc

To niesamowite, że równo miesiąc temu leżałam rozciągnięta na stole operacyjnym, a lekarz sprawnymi ruchami wyciągał Polę z mojego brzucha. Dziś patrzę na swoją cudowną córeczkę, która spokojnie śpi w swoim małym łóżeczku. Nadal budzę się w środku nocy i sprawdzam, czy równo oddycha, ciągle płaczę, kiedy zasypia na moim brzuchu.

Dziś odwiedziła nas spora część rodziny. Padła fraza: "To sporo wam się w życiu zmieniło, mała przewróciła wszystko do góry nogami?". Bez wahania odpowiedziałam: "Albo właśnie wszystko nam poukładała?". Świat bez Poli wydaje mi się teraz dziwnie miałki, płytki i bezbarwny. Lata szalonego imprezowania dosyć infantylne, wypady do knajp, kina czy inne formy rozrywki - zbędne. Przyjaźnie - niewystarczające, fascynacje - płytkie. Wszystko "sprzed" Poli jest podrzędne tym chwilom, które właśnie przeżywamy. Obserwowanie, jak córeczka się rozwija stało się moją nową pasją. Porzucam na tę okoliczność seriale, książki, uczelnię, znajomych. Wpatruję się w to, jak Pola przechodzi kolejne etapy rozwoju. Każda zmiana to wielkie wydarzenie w naszym domu.

Co takiego działo się przez ten miesiąc?

11.03., dzień 5:
Pierwsza kąpiel Poli. Najpierw mała płakała i błądziła dookoła przerażonym wzrokiem. Trochę nam to zajęło, ale ostatecznie dotarło do dwójki początkujących rodziców, że jest jej zwyczajnie zimno. Przenieśliśmy się z kąpielą z kuchni do łazienki, odpaliliśmy farel. Teraz kąpiemy się codziennie, a Pola coraz lepiej się bawi.

12.03., dzień 6
Pierwsza niestrawność maluszka. Z jednej strony - gdybym mogła cofnąć się w czasie nie zjadłabym tak szybko surowej marchewki. Kosztowało nas to 9 godzin bólu brzuszka, obustronnej męki, moich łez, Poli strachu. Skończyło się dobrze. Z drugiej strony - dzięki temu wiele się nauczyliśmy i marchewka na stałe wypadła z naszego jadłospisu.

18.03., dzień 12
Cały dzień tylko z mamą, cudowny. Odpłynęły wszystkie strachy i niepokoje. Wątpliwości, czy poradzę sobie z małą dziewczynką ustąpiły miejsca bezgranicznej miłości i spokojowi.

19.03., dzień 13
Lekarze rozwiali hipohondryczne wątpliwości matki. Polka po porostu prowadzi aktywny tryb życia i to, że nie śpi w dzień to dobry objaw. Oznacza, że śpi nocą, a to luksus, na który nie wszyscy młodzi rodzice mogą sobie pozwolić!

20.03., dzień 14
Pierwszy spacer Poli. Pamiętam, jak zarzekałam się - co najmniej 6 ścisłych tygodni w domowych pieleszach. Czternastego dnia już biegaliśmy z wózkiem po ogrodzie. Wiosna rozpędziła strachy po raz kolejny.

22.03., dzień 16
Kryzys laktacyjno-karmienny. Nauczyliśmy się, że smoczek demotywuje Polę do ssania piersi. Smoczek schowaliśmy głęboko i o tego momentu karmienie idzie nam o wiele sprawniej.

25.03., dzień 19
PIERWSZY UŚMIECH PROSTO DO MAMY! Nie trzeba tego już więcej opisywać czy komentować. Najpiękniejsze uczucie pod słońcem, kiedy radość rozświetliła tą małą twarzyczkę. Świadomość, że to mój widok spowodował tyle uśmiechu - bezcenna.

28.03., dzień 22
Nauczyliśmy się, że na spacery musimy zabierać przynajmniej 120ml mleka. Pewnego piątku zabraliśmy tylko 60-kę, która Poli wystarczyła zaledwie na kilka minut spokoju. Skończyło się na niesieniu malutkiej do domu.

31.03., dzień 25
Pola została sama z tatą i... nic się nie stało. Mogłam wyjść na kilka godzin zostawiając im dużo jedzenia. Powiew wolności nie sprawia, że staję się gorszą matką. Wręcz przeciwnie. Chwila odpoczynku daje jeszcze więcej energii do opieki nad małą.

03.04., dzień 28
Nasza córeczka zaczęła zauważać zabawki i wyciąga w ich kierunku rączki. Mąż dokonał klasyfikacji wszystkich dziecięcych grzechotek: żyrafka się uśmiecha i dotyka Polę w nos; piesek pozwala się głaskać i zawsze wydaje jeden rytm grzechoczenia itp. Mała jest zachwycona!

06.04, dzień 31
Pola skończyła miesiąc. Przyjechało dużo gości, w tym dziadkowie z Katowic. Mój teść trzymał swoją wnuczkę na rękach pierwszy raz w życiu. Był tym zaskoczony, przerażony i chyba szczęśliwy. Na ręce wziął ją też Krzyś, brat męża. Kupiony w całości.

Nauczyliśmy się z mężem sporo: rodzajów i rozmiarówki pieluch, typów butelek, sposobów karmienia piersią i butelką, usypiania na siedząco, kołysząco, jak mierzyć temperaturę noworodkowi, jak ubierać noworodka (metodą prób i błędów), do czego służą gaziki, waciki, sól fizjologiczna, jak wiązać chustę, o czym rozmawiać z malutką. Zakupiliśmy niezbędne sprzęty, takie jak poduszka antywstrząsowa od ekoubranek. Znaleźliśmy w tym wszystkim chwilę na kilka kłótni, namiętne pocałunki, zmęczone przytulanie, telewizję wieczorem, czytanie książek (mąż więcej niż ja). Na szczęście znaleźliśmy też czas na spanie, przyglądanie się śpiącej Poli, spacery, zabawy.

Ze wszystkich dostępnych na rynku gadżetów najlepiej sprawdziła się rzeczona poduszka antywstrząsowa. Pola jest jeszcze bardzo malutka, ale już ciekawska. Woli siedzieć z nami w swoim bujaczku. Dzięki poduszce od ekoubranek jej główka jest stabilizowana z obu stron i nie kiwa się niebezpiecznie na boki. Mała ma przy tym trochę luzu i może ciekawsko obracać głowę podążając wzrokiem za zabawką. Regulowana ilość wkładu pozwala dopasować wysokość boków do indywidualnych potrzeb dziecka. Można też dowolnie napełniać komory poduszki i w przyszłości stworzyć regularny jasiek. Wyprofilowany dół poduszki idealnie przylega do ramion. Poduszka sprawdzi się nie tylko w domu, ale także w samochodzie. Nasze nosidełko, sprzed 7 lat, nie ma odpowiednich stabilizatorów na główkę i mała Pola niebezpiecznie kiwała się na boki. Poduszka antywstrząsowa zapobiega takim sytuacjom i córeczka może podróżować w komfortowych warunkach. Niekwestionowanym atutem jest wykonanie i wzór. Poduszka jest po prostu śliczna. Kolorowe kotki idealnie współgrają z różnymi kolorami ubranek. Dzięki temu Pola zawsze wygląda jak idealnie dopasowana do swojej nowej podusi.



Pola skończyła miesiąc. Waży 4840g, mierzy 57cm. Mam wrażenie, że jest z nami już od zawsze. I nie mogę doczekać się każdego, kolejnego dnia!

piątek, 4 kwietnia 2014

Ciało

Czas połogu do najlepszych nie należy. W detale nie będę się wdawać, bo to jak sprawozdawać w radio wizytę w mięsnym. Brak jedynie pani w fioletowych lokach, która z dużą nadwagą i jeszcze większą rezygnacją spyta: A dla ciebie kochanieńka, co podać? Byłam pewna, że wszystko wróci do normy (większej, ale normy). Krok po kroczku miałam wracać do wagi sprzed ciąży. Tymczasem moje ciało ogłuszone cesarką drzemie jeszcze sennie i minie sporo czasu, zanim w ogóle zacznie na coś reagować.

"Będziesz się czuć niczym kangurzyca z dyndającą torbą" - mówiła jedna z koleżanek, świeżo upieczona mamusia. Przygotowałam się na obwisły brzuch już wcześniej i miał nie być dla mnie żadnym zaskoczeniem. Nikt jednak nie wspominał, że przez te 9 miesięcy ciąży zanikają chyba wszystkie mięśnie odpowiedzialne za środek człowieka - rzeczony brzuch. Nie da się go wciągnąć, napiąć, wypiąć. Dynda z przodu i zagradza mi drogę do ubrań sprzed podwyższonego beta HCG. Przypomina o wszystkich ciążowych zachciankach, jest jak wyrzut sumienia, że goniłam męża w środku nocy po kremówki. Koniecznie papieskie. Przez jego środek biegnie ciągle linea negra, którą mam ochotę zmyć mydłem, zdrapać ręcznikiem. Jak resztka tatuażu z gumy balonowej wygląda, jak kawałki brudu przylepione w równej kresce. Z radością obserwowałam, jak to przebarwienie pojawia się, jak opasuje mnie niczym wstęga z napisem "CIĄŻA". Teraz boję się, że nigdy nie zniknie i zostanie mi taki relikt balonowania.

Brzuch i jego okolice to nie jedyne problemy pociążowej cielesności. Kiedy karmię Polę i widzę jej delikatną główkę opartą o moją rękę, dociera do mnie jak suchą i zaniedbaną mam skórę. Czasem osypuje się tak bardzo, że mam ochotę wykąpać się w szamponie przeciwłupieżowym. Zmiany hormonalne, brak nawodnienia (bo przecież wszystko idzie w pokarm), ale przede wszystkim brak czasu. W łazience chcę być jak najkrócej. W lustro nawet nie patrzę. Kondycję i jakość mojego ciała zbywam milczeniem. Zaraz po cesarskim cięciu bałam się podnieść kołdrę i spojrzeć na to, co ze mnie zostało. Jakość ciała przerażała mnie jeszcze przez kolejne tygodnie. Dopiero dziś, w przymierzalni H&M, zupełnie przypadkiem, zobaczyłam całą siebie. Bliznę po operacji, naciągniętą wokół niej skórę, suche ciało gdzieniegdzie poprzetykane słynnymi rozstępami. Jako urozmaicenie gdzieniegdzie widać jakieś przebarwienia, multum nowych znamion. Do tego zaniedbane dłonie, stopy. Wszystko po kolei woła o balsam, krem, olejek czy inne pielęgnacyjne cudo. A mnie włosy dęba stają, jak pomyślę ile czasu mi to wszystko zajmie. Wybiegam spod prysznica jak oparzona i minutę później już siedzę w ciepłym łóżku. Na tej ekspresowej trasie nie ma miejsca na pielęgnacyjne rytuały, domowe spa, moczenie się w płatkach róż. Nacieranie ciała balsamami kojarzy mi się tylko ze stratą czasu. Obcowanie ze swoim ciałem - jest teraz jak dotykanie obcej, starej osoby.

Zmieni się to wszystko, wiem. Faktycznie bardzo powoli uda mi się wrócić do formy sprzed ciąży. Już jest o wiele lepiej niż było w pierwszych dniach po cesarce. Nie dziwi mnie zupełnie to, co dzieje się z moim ciałem. To normalne, że brak mu motywacji - swoje przeszło, niech odpoczywa w tym estetycznym rozleniwieniu, całe w letargu kosmetycznym. Zastanawia mnie tylko własna reakcja. Próbuję jakby wyprzeć całą tą sytuację. Nie patrzę na siebie, nie dbam, pomijam. Jakbym chciała tę sytuację zignorować, pominąć. Brzydzi mnie to? Zniesmacza? Smuci? Sama nie jestem pewna czym się motywuję, ale jedno jest pewne - ja i moje ciało to teraz dwie, zupełnie inne rzeczywistości.

środa, 2 kwietnia 2014

Materiały!

Zamówiłam właśnie trochę materiałów na letnie kocyki dla dzieci, zabawki, poduszki, apaszki. Któregoś dnia, kiedy mąż zajmował się będzie Polą (a ja oczywiście karmić będę na żądanie), piętro niżej, w pokoju suszarniano-gościnnym, odpalę Łucznika. Uszyję, wycenię, wystawię w sieci i będę czekała aż ktoś również uzna moje wzory za fascynujące!

Eklektycznie

Amerykańsko

Pudrowo

Norwesko

wtorek, 1 kwietnia 2014

Mother power

Zadzwoniła siostra zapraszając nas z Polą na babski wypad z dzieciakami. Ona i jej córeczka, synek w brzuchu i dwa, wielkie psy w doborowym towarzystwie innych matek i dzieci (oraz psów) wybierały się na spacerowanie. Pomyślałam, że to świetny pomysł i wpakowałam Polkę do auta. Mała przespała całą naszą wyprawę. Z jednej strony to dobrze, z drugiej zaś - sporo straciła!

Na absolutne brawa zasługuje Daria - dziewczyna powożąca limuzyną na dwójkę dzieci. Z przodu, w spacerówce sunie Julek, dwulatek. W gondolce wypoczywa Jagienka. Darii towarzyszą dwa duże owczarki. Bez mrugnięcia okiem mama  oporządza krzyczące niemowlę, marudzącego synka, szczekające psy. Lawirując między wszystkimi elementami tej układanki sprawnie zawiązuje chustę do noszenia małej i rozmawia przez komórkę. Ze stoickim spokojem pyta swojego synka:
- Julek, skąd ta woda?
- Siiiiiii - mówi Juliusz
- Zsikał się. Przyznał się! Widzicie? - podsumowuje dumna mama, po czym sprawnie zmienia mu pieluchę.
Rzecz oczywiście dzieje się w plenerze.

Kilka metrów dalej Elizka dzielnie maszeruje opóźniając cały pochód. Zagaduje koleżankę w podobnym wieku, Florentynę i wspólnie debatują, dwie dwulatki, nad woreczkiem pełnym paluszków. By uciąć im te egzystencjalne przemyślenia mama Florki daje córci bułkę. Tę porywa pies, przez przypadek naruszający nieco strukturę rączki małej dziewczynki. Jak można się spodziewać: Florka uderza w płacz. Sytuacja zostaje jednak opanowana, bo cóż to za sytuacja w porównaniu z Elizką, która bezpretensjonalnie wylewa całe swoje picie z nota bene kubka niekapka. Napój ląduje na Elizie, lecz głównie w wózku. Mała traci pojazd i musi maszerować. Po chwili się męczy. Odwracamy się z dziewczynami i widzimy Elizę i Florkę siedzące na chodniku i debatujące. Jedna z mam wraca, druga idzie dalej taszcząc balast w postaci 7-miesięcznej ciąży.

A wszystko to okraszone radosnymi uwagami przechodniów:
- Okropne te psy! Jak te dzieci mogą przy nich spać! - powiedziała pani. Swą uwagę skierowała do mnie, jedynej matki, której dziecko spało. A spało bardzo mocno.
- A pudź! - wykrzyczał w moją stronę facet przejeżdżający rowerem. Wracając dodał - Musicie tak na środku stoć? - co koleżanka skwitowała:
- A pan co tak jeździ tam i z powrotem?

Gdy zaś mój czas na spacerze dobiegał końca grzecznie pożegnałam się z Mother Power, by wrócić do domu z ciągle jeszcze śpiącą Polą. Pies siostry postanowił odprowadzić mnie pod sam samochód. Po drodze zaliczał wszystkie jary, rowy, kałuże i sadzawki, nagabywał przechodniów, zaglądał do wózków. Wielkie psisko o bardzo spacerowej aparycji krążyło po deptakach zachwycone wolnością. Doprowadziło nawet do zaskakującej wymiany zdań między mną, a młodym ojcem:
- Wie pani, ja lubię psy, ale zwierzę to jednak zwierzę, i powinna pani... - zarzucił mnie swą epifaniczną spostrzegawczością.
- To nie mój pies. Siostry, a za mną tylko poszedł. Robię co mogę.  - rzuciłam zwięźle przerywając jego tyradę (najpewniej poświęciłby ją mojej nieodpowiedzialności itp.itd.)
- A, to przepraszam. - skłonił się pokornie i odjechał.
Nie sądziłam, że obcesowością zapewnię sobie uprzejmość!

Przy samochodzie zaczęłam główkować - CO ZROBIĘ Z PSEM (vel. cielakiem). Przecież nie zabiorę. Na szczęście (a w zasadzie - jak to w ogóle możliwe) spotkałam na parkingu drugą siostrę. Ta przyjechała pojeździć ze swoim chłopakiem na rolkach. Przejęli zwierzę. A ja spokojnie wróciłam do domu.

I już nie mogę doczekać się kolejnego spaceru. Samej w cichym parku nieopodal! A mamom - chapeau bas.