sobota, 18 października 2014

Polka i przyjaciele

Moja córeczka kocha towarzystwo. Uwielbia odwiedziny! Piszczy z radości, kiedy przychodzi babcia z dziadkiem (po raz któryś z rzędu), kiedy przyjeżdżają dziadkowie z Katowic też radość chce ją rozerwać od środka - taka jest cała szczęśliwa. Podskakuje, macha rączkami, śle uśmiechy na prawo i lewo. Kokietuje.

Dorosłych owija sobie wokół palca w przeciągu kilku sekund. Strzela tymi swoimi oczami (trochę brązowe, trochę zielone - taki kompromis), rozciąga bezzębne dziąsła w najpiękniejszym uśmiechu, jaki widziałam i kupuje w całości wszystkie ciocie, wujków bliższych i dalszych. Dobra jest! A jeszcze lepsza jest w kontaktach z rówieśnikami. Jej entuzjazm nie ma wtedy sobie równych - uwielbia inne dzieci. Co ciekawe - najbardziej fascynują ją dzieciaki ciut (albo dużo) starsze. Podczas odwiedzin u Ruby Soho wodziła za Młodym wzrokiem z nieskrywaną fascynacją. Wpatrywała się w jego szybko przemieszczające się nóżki jak zahipnotyzowana. Z kropką bawiła się w kojcu w najlepsze, o ile dzieciaki w wieku kilka miesięcy+ są w stanie wydajnie się bawić. Po prostu podbierały sobie na wzajem zabawki, ot co.

Z cyklu: rozmowy kojcowe

Kropka z blond czupryną, Polka z czarną 

Ja: To ja jej przygotuję mleko, a Ty ją zabawiaj (do Młodego). Weź kotka i jej opowiedz o kotku.
Młody (do Polki z kotem w dłoni): Miau?


Choć i tak największym kolonizatorem zabawek w blogosferze (a w naszym przypadku też w realu, ergo - NA ŚLĄSKU) jest Mill od Zuzy z MillyMe. Mała zawsze jakoś tak cichaczem skradnie sprzed nosa grzechotkę, czy pluszaka. Bo czyje zabawki są najlepsze - cudze. W myśl tej niemowlaczej mantry podczas licznych ostatnio wzajemnych odwiedzin dziewczynki bawią się razem wprost cudownie wymieniając ekwipunek nawet na spacerach. Do tej pory Mill leżała zaciesznie na macie a Polka robiła wokół niej okrążenia. W wolnych chwilach całowała ją w głowę, a Milly śmiała się w głos. Zanosi się jednak na zmiany bo Mill rozszerza motorykę. Uwielbiam je razem, takie są aktywne, świadome swojej obecności i chyba zaryzykowałabym stwierdzenie, że się lubią. No, ciotkę Zuzę Polka kocha z całą pewnością, bo posyła jej uśmiechy najlepsze, jakie do tej pory widziałam! Nie boi się u nich zostać (tu) i wydaje się całkiem zadowolona, kiedy się odwiedzamy.

No kocha już ciocię, no!

"A kiedy mama nie patrzy zjem trochę torby"

Tu za brokułem czai się Mill!!

Tu Zuza demonstruje prosty sposób na pozbycie się z ramion tzw. 'Bingo Wing'. Podnoś niemowlę i zabawiaj nim drugie przez kwadrans.
Zafascynowana jest też swoim kuzynostwem. Głównie mała (choć w porównaniu trudno siedmiolatkę nazywać małą) Hania budzi jej szczere zainteresowanie. Dawno się nie widziały i ciekawa jestem ich spotkania teraz, kiedy moja mała tak zaciekle się przemieszcza. Podczas wspólnych wakacji Pola w zasadzie uczyła się dopiero stabilizować. Skupiała na sobie i nie miała jeszcze jak wyrazić swojej radości w sposób inny niż uśmiechy czy wodzenie wzrokiem. Teraz podbija świat wspinając się na mamę, tatę, przytulając nas, kiedy tego chce. Jestem pewna, że z kuzynką też dobrze by się bawiła. W Wiśle chciała być ciągle przy niej, cieszyła się śmiejąc na całego, patrzyła za kolorową Hanką cały dzień.

Lekcja w ogrodzie. Hanka planuje jakąś przygodę, Polka najwyraźniej też

Ma Polka szczęście do dzieci wokół siebie. Dwa miesiące po niej na świat przyszedł kuzyn Borys, z którym od razu trzyma sztamę. Broją  razem i to nieźle. Mały dzielnie znosi Polki palce w oku (bo to, jak się okazuje, jej ulubiona rozrywka) przyzwyczajony do atencji okazywanych mu na co dzień przez starszą siostrę i dwa ogary polskie. Siostrzyczka Borysa, też nieźle dogaduje się z Polą. Chodzimy we trójkę na spacery (a czasem dołączają do nas i dzieciate koleżanki mamusi jednej i drugiej, jest więc tłum) i bawimy się świetnie.

No jest sztama, no! Co rodzina, to rodzina jednak, urwisy dwa

Jest też dres z Lidla taki, jaki mamy i my! No rodzina :)
Równie dobrze bawimy się na spacerach z ciocią Agatą i jej Alkiem. Ta znajomość sięgnęła nawet negliżu i wspólnego przewijania (o czym tu)! Wspólne wakacje w Wiśle, posiadówy w domach, spotkania tu czy tam. Niekończące się rozmowy przez telefon, z których wynika, że nasze dzieciaki są takie same! Czeka nas wspólny Sylwester i już nie mogę się doczekać tych dzieci, śniegu, sanek - wszystkiego. Będzie się działo, zwłaszcza, że do ekipy należy dołączyć jeszcze małą Ulę, chrześnicę męża. Na szczęście w tej grupie znajomych dzieci posypały się prawie równocześnie. Dzięki temu i maluchy mają zajęcie i mamy mają o czy czym rozmawiać. Sytuacja idealna.

Kto wygra? Kot czy półtora roczna dziewczynka? Przyjmuję zakłady!

Ostatnio odwiedził nas mały Tymek, który doskonalił przy Polce swoje zdolności motoryczne (i odwrotnie). Mimo krótkiego spotkania dzieciaki bawiły się ze sobą bardzo fajnie i trzeba to powtarzać. W końcu bobasy, które mają kontakt z innymi dziećmi są jakby bardziej no... społeczne. Mam wrażenie, że m.in. dzięki temu właśnie Polka nie boi się innych, obcych, jest otwarta (pod okiem mamy oczywiście) na nowości i nowe znajomości. Jakże zdziwiona była na jednym ze spacerów, kiedy koleżanka z wózka obok (nota bene też Pola) w ogóle nie wyraziła chęci do wspólnego psocenia. Moja mała wywijała w wózku hołubce (prawie, że!), druga Pola spokojnie siedziała obserwując koleżankę z konsternacją. "To tak można, mamo" - mówiło jakby spojrzenie ich obu.

Tymuś przystojniak!

Manewry niemowlęce 
Lubimy się (a z rodziną kochamy). Nie liczyłam, że uda mi się prowadzić aktywne życie towarzyskie z małym dzieckiem na ręku. Na szczęście w podobnej sytuacji okazały się inne mamy zaprzyjaźnione bardziej lub mniej i jest z kim to dziecko na ręku nosić (tudzież na zakwasy w ramionach narzekać). Takie koleżanki to skarb. Inni nie chcą słuchać o tym, czego moja mała nauczyła się w tym miesiącu. Grzecznie pytają: co tam u was, i dopytują o Polkę. Z uśmiechem odpowiadam, że wszystko cudownie (bo jest najcudowniej przecież!) i odpowiadam na dwa, góra trzy zdawkowo rzucone pytania: "Widziałem na Facebooku, że już staje" - pyta kolega. "Tak, staje" - odpowiadam, i rozmowa automatycznie wygasa. No, skoro widział, to chyba sprawa jasna, co tu dodawać. Inne mamy, zwłaszcza te z dziećmi w podobnym wieku zawsze chętniej wysłuchają o jakości i sposobie podciągania się na meblach, sposobach zabezpieczania mieszkania, raczkowaniu tudzież wątpliwości czy aby wszystko to nie dzieje się nieprawidłowo. Uwielbiam je wszystkie za to! Siostrę, kuzynki, koleżanki, przyjaciółki. Najbardziej jednak uwielbiam te, które dzieci nie mają, a mimo wszystko nas śledzą na blogu czy facebooku (swoją drogą, jak to tak nie lubić profilu ID na FB, co?!), słuchają z zainteresowaniem półgodzinnych mych peanów na temat aktywności Poli czy oglądają zdjęcia i zachwycają się nimi tak, jak na dobre ciocie przystało. Mowa tu oczywiście o ciotce Pauli i mojej Jane*. Dziewczyny - #biglove!

Spoglądam w kalendarz i widzę tyle spotkań! Tu Zuzka, tu odwiedziny Agaty, tu spacer z dziewczynami, tu znów rodzinne party i oczom nie wierzę, że Polka już ma tyle tych wizyt proszonych czy przyjmowanych. No, ale czemu tu się dziwić: dzieci lubią dzieci!

*imiona są "sparafrazowane"... (eeee, da się tak? Wiadomo o co chodzi!)

2 komentarze:

Im więcej komentarzy tym ciekawiej. Piszcie!