czwartek, 22 stycznia 2015

Niemowlę podbija Alpy

Po co zabierać ze sobą niemowlę w góry, w Alpy dokładniej, skoro nic tu dla takiego malucha nie ma do roboty? Siedzieć w pokoju ma? Świeże powietrze znajdzie się i w kraju, więc po jaką cholerę targać bobasa tyle kilometrów, zarzynać się podróżując nocą?

Po pierwsze po to, żeby być całą rodziną. Oboje z mężem mamy ogromną potrzebę podróżowania, odkrywania. Pięć tygodni pod namiotem we Włoszech - żaden problem. Coachsurfing na Węgrzech - proszę bardzo. Nocleg na plaży w Chorwacji - jeszcze lepiej. Przegapiony samolot we Francji - standard. Czego to myśmy nie przeżyli! Od banałów w stylu Walentynek w Paryżu, po raid po frankfurckich muzeach. Europa jest nasza.

Bardzo, bardzo chcemy, żeby nie wykluczać Poli z naszego podróżowania. Wiele zmieniamy pod kątem naszej córeczki, bo z niemowlęciem na ekstremum silić się nie będziemy, ale też nie zmieniamy zupełnie swoich przyzwyczajeń i upodobań. Chcemy, by w nowym mieszkaniu, na ścianie zawisły zdjęcia z naszych wspólnych wojaży. Kiedy Polka była malutka (4,5 m-ca) zaliczyliśmy Oxford. Niedawno były polskie Tatry, teraz są Alpy. Na lipiec znów zapraszają do Oxfordu - może polecimy. Jesień we Włoszech też kusi. Wakacje z pewnością gdzieś w terenie, tylko gdzie? A tymczasem austriackie Alpy i jest nam tu z malutką bardzo dobrze.



Spacerowych i sankowych tras całe mnóstwo, szczęśliwie zaraz pod domem. Nie trzeba nigdzie jeździć, wystarczy zapiąć małą w śpiworku i już można przemierzać pola, lasy, stadniny koni - wszystko pod nosem. Babcie spacerują z Polą naprzemiennie, rodzice też. Dziś wzięliśmy Polę kolejką na górę, tam, gdzie zazwyczaj jeździmy na nartach. Okazało się, że całkiem to wszystko dla niemowląt przystosowane: od darmowego przejazdu począwszy, a na torze saneczkowym skończywszy. Z toru skorzystał jednakowoż mąż, my z Polką - z darmowego powrotu kolejką. W międzyczasie były tańce na stole, głaskanie dwóch psów, zabawa w parku śnieżnym (zjeżdżalnia!). Czworakowanie na śniegu (które akurat można uprawiać wszędzie). Była też kradzież frytki i tejże frytki najpiękniejsza, jaką widziałam konsumpcja. Rozszerzenie diety - poziom ekspert.



Jutro wieczorem, kiedy malutka uśnie, pakujemy się do autka i w drogę do domu. Żeby było nam bezpieczniej zabieramy na pokład teściową, bo w tę stronę bardzo brakowało nam kogoś, kto zagadałby kierowcę, a drugiemu kierowcy pomógł się wyspać, kiedy Pola uprawiała harce i swawole. Jedziemy więc we trójkę. Przy całej mojej sympatii dla teściowej, mam nadzieję, że ta noc prześpi, jak niemowlę (nasze), bo planujemy z mężem nie być zmęczeni, wyspani i dziarscy bezpiecznie dojechać bez zbędnych perturbacji. Trochę ta podróż na krawędzi, więc trzeba przedsięwziąć wszelkie możliwe środki ostrożności, coby ta mała istotka, która ufa nam bezgranicznie, dojechała do domku bezpiecznie.






4 komentarze:

  1. Cudownie, że zarażacie swoją pasją podróżowania Polę bo jak już napisałaś rodzina trzyma się razem. A przy maluchach nigdy nie zabraknie atrakcji jeśli my im czegoś nie zorganizujemy to same sobie coś wymyślą (zazwyczaj niebezpiecznego bądź bardzo brudzącego:)) My również nie rezygnujemy z wyjazdów ze względu na dziecko ponieważ taka wyprawa zapewnia nam najcudowniejsze przeżycia i wspomnienia na całe życie:) Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super! My tez nie zrezygnowalismy z podróżowania po pojawieniu się synka. Zobaczymy jak będzie z dwujeczką :) Podoba mi się tutaj, będę wpadać częściej :)

    OdpowiedzUsuń

Im więcej komentarzy tym ciekawiej. Piszcie!