Pola ma się dużo lepiej. Nie do końca chce mi się wierzyć w diagnozę lekarską, ale skoro płacz ustaje, to chyba nie mam wyboru. Ja, lekarskie dziecko, takie nieufne nagle wobec medycyny. Pewnie dlatego, że ta traktuje ostatnio Lady po macoszemu. Mama rozchorowała się nie na żarty. Coś obrzydliwego w niej urosło, a ta zamiast kulturalnie wyciąć co zacz chce czekać jeszcze dwa miesiące, coby z L4 nie wmontować się między koniec umowy i emeryturę. Przecież nikt jej nie zwolni, jak będzie na zwolnieniu! Na miłość boską, lepszego lekarza u niej w szpitalu nie mają, dostanie umowę później - i tyle. A jeśli nie to osobiście zrobię defenestrację praską na szczeblu kierowniczym jednostki.
A jednostka dobra, bo mi dziecko wyprowadzili na prostą. Gastrolog stwierdził, że to problemy z laktozą. Pola najwyraźniej je tak dużo, że jej mały układ pokarmowy nie ma aż tylu enzymów, by strawić matczyną laktozę. Dostaje od wczoraj laktazę, enzym rozkładający laktozę w mleku mamy i jest jakby lepiej. Rozpłakała nam się tylko raz od tego czasu i to na krótko. Nadal lepiej jest, jak karmię ją na leżąco, ale na fotelu też zjada i do tego zapada w błogi sen. Niestety chwilowo jeszcze nie ma mowy o karmieniu w terenie. Chyba, że na kocu piknikowym zalegnę, a Polka razem ze mną.
Mimo, że to podobno laktoza czy laktaza, nadal boję się wypić tę nieszczęsną kawę - inkę czy zwykłą bezkofeinową. Może, jak stuknie Poli magiczna granica 3-ech miesięcy przełamię się nieco i rozszerzę dietę o jakieś warzywa i owoce? Przecież za miesiąc będzie już mogła sama wcinać przeciery z podstawowego jabłka i rozszerzonej śliweczki! Ach, za miesiąc! Co to będzie! Czeka nas wtedy wyprawa do Oxfordu. Już zaczęłam panikować, a mamy jeszcze dużo czasu do finałowej podróży. Przeczytałam nawet artykuł, jak przetrwać katastrofę lotniczą, zgooglowałam wszelkie metody dotarcia z lotniska do bazy docelowej, rozważam kupno używanego Quinny, żeby mi się wózek zmieścił w podręcznym. Najbardziej przeraża mnie ta Polki niechęć do butelki. W sytuacjach stresowych nie ma mowy o wciśnięciu w nią smoczka czy butli. W sytuacji spokoju i relaksu mała negocjuje pierś uśmiechem i urokiem osobistym. Łamię się i odstawiam butelkę. Innym razem podejmuję walkę i kończy się płaczem i krzykiem. Płacz jest obustronny. Po sesji z butlą towarzyszy mi już do końca wrażenie bezsilności, Poli smutku. I jak na spokojnie mam myśleć o podróży, gdzie będę musiała karmić małą, kruchą emocjonalnie Polę na zatłoczonym lotnisku, w autobusie, gdzie popadnie? Wychodząc z konferencji przystawię małą na 10 minut na uczelnianym korytarzu? Organizacyjnie jakoś tego nie widzę. Ale pewnie w miesiąc sporo się zmieni. Przez ten miesiąc już dużo uległo transformacji:
- schowałam ubranka na rozmiar 56 i część 62 - za małe
- butla poszła w odstawkę
- pierś się ukonstytuowała
- Pola zaczęła się śmiać z "pierdzioszków" robionych ustami na skórze
- przestały ją bawić niektóre zabawki
- znienawidziła spacery i bycie na dworze
- znudził jej się bujaczek
- zmieniła przyzwyczajenia karmienne
- przestała spać w samochodzie
- zaczęła cieszyć się na widok swojego odbicia w lustrze (do tej pory "tamta" dziewczynka była jej obojętna)
- zaczęła łapać ptaszki w swojej karuzeli, pewnie trzymać zabawki i bawić się nimi
- przyzwyczaiła się do spania na brzuszku
U mnie też sporo się zmieniło. Ze zwykłej troski przeszłam w stan permanentnej nadopiekuńczości. Miesiąc temu padałam na łóżko wykończona i zasypiałam. Teraz kładę się i usypiam dopiero, kiedy chwycę Polę za rączkę. Śpimy często razem. W dzień bałam się zostawać z nią całkiem sama - teraz nie lubię, jak ktoś wchodzi mi w paradę. Nie lubiłam też miliona dobrych rad od Lady, teraz z utęsknieniem czekam, aż wróci z pracy i trochę z nami pobędzie. Sporo. Jest szansa, że w ten kolejny miesiąc też coś tam się pozmienia. Jestem pewna, że będzie to butelkowanie Poli.
wtorek, 3 czerwca 2014
sobota, 31 maja 2014
Absurdalnie
Polka nadal płacze przy karmieniach. Dziś wykrzyczała mi pełne żalu "mama" rzucane z nadzieją, że w końcu jakoś jej pomogę. Nie wiem jak, choć zapewniam ją, że jej pomogę - i to jest najgorsze, biedna musi czekać, aż coś wymyślę. Pomocy!
Już odbijam ją w trakcie jedzenia (pomaga doraźnie), pionizuję i przytulam (wycisza się). Znów przystawiam do piersi a ona pręży się, wygina ciało w łuk i zanosi krzykiem. Jednocześnie po swojemu skarży się, że jest głodna. Nie wiem co robić! Próbowałam z butelki - jeszcze większy stres, olewam to. Próbowałam z drugiej piersi - niby lepiej, ale też po chwili to samo. W nocy je pięknie, z zamkniętymi oczkami opróżnia całą pierś i usypia. Nad ranem słyszę (i czuję) nawet bąki, więc cieszę się, że wszystko OK. Przy pierwszym porannym karmieniu jeszcze wszystko super. Ok 10 już jest ciężko (przed poranną dżemką), kolejne karmienie w miarę (bo bardzo głodna), następne ciężkie, często zapada potem w sen (popołudniowe nunu). Ostatnie wieczorne karmienie przed pójściem spać graniczy z histerią. Przystawiam - je. 3 minuty - przestaje, krzyk. Uciszanie, uspokajanie, nerwy - 10 minut, znów Pola je - 5 minut. Znowu krzyk, tym razem krócej, tylko 3 minuty, ale znowu po tym je minutę. Znowu krzyk - 15 minut uciszania, uspokajania. Ja mam łzy w oczach, ona woła "mama" (serio!). Czuję, że jestem najgorszą mamą na świecie bo zupełnie nie wiem, jak jej pomóc! Wykończoną Polę przystawiam kolejny raz i chwyta, je pojękując, zamyka oczka i usypia. Ciumka do uspania. Po pół godzinie tulenia mogę ją odłożyć do łóżeczka.
Nie uwierzę, że to kolki. Nigdy wcześniej tak nie miała - nagle by przyszły? W ostatnim tygodniu 3-go miesiąca? Teraz powinny się kończyć! Poza tym kolka męczyłaby ją chyba też poza porami karmienia, prawda? We czwartek pediatra wykluczyła zapalenie ucha, pleśniawki, nieżyt gardła bądź nosa. Na wizycie brzuch był miękki a Pola zadowolona. Przybrała (nawet względem skali tygodniowej), czyli wszystko w porządku. Skąd zatem - pytam - to wszystko? To umęczone, rozżalone dziecko tulące się rozpaczliwie do mamy? Gdzie popełniłam błąd? To przez tą mocną kawę Inkę pitą w ostatnim tygodniu? Czy może przez ciemną kaszę raz zjedzoną? Albo w ogóle w mojej diecie jest coś nie tak? Zmienił mi się zapach albo smak mleka? Próbowałam, różnica (jeśli jest) musi być bardzo subtelna, bo jej nie czuję. Podawałam jej Colinex - nic, Espumisan - nic, Biogaię - nic. Wiem, że zostaje jeszcze Debridad, ale ten jest na receptę i bez wyraźnego zalecenia lekarza nie podam. Raz dałam jej po prostu paracetamol przeciwbólowo (truskawkowy!) - usnęła.
Starałam się usunąć dodatkowe bodźce choć na krótko, ale w naszej rodzinie się nie da:
- 15:00 - mega kłótnia z mężem (przy Poli) - tak, wiem. Nie powinnam była, ale nerwy mi puściły
- 16:30 - wizyta teściów (Pola widziała ich z 5 razy w życiu, może się zestresowała jak prawie obca osoba ochoczo wzięła ją na ręce?)
- 18:00 - herbatka z teściami na tarasie, czyli mini spacer
Jutro zapowiedziała się moja siostra z wizytą na Dzień Dziecka (Cyt.: "Nie musisz się denerwować, będziemy na dole u rodziców". Już to widzę, a raczej słyszę turbo aktywną siostrzenicę moją!).
Ja - kłębek nerwów. Pola pewnie też.
Na poprawę humoru skoczyłam na szybko na targi rękodzieła pod Spodek (wmontowałam się z wyprawą w 2-godzinne spanie Poli w ciągu dnia, wróciłam, jak akurat się obudziła). Wróciłam z super spodniami od Natalii z Ekoubranek.
Już odbijam ją w trakcie jedzenia (pomaga doraźnie), pionizuję i przytulam (wycisza się). Znów przystawiam do piersi a ona pręży się, wygina ciało w łuk i zanosi krzykiem. Jednocześnie po swojemu skarży się, że jest głodna. Nie wiem co robić! Próbowałam z butelki - jeszcze większy stres, olewam to. Próbowałam z drugiej piersi - niby lepiej, ale też po chwili to samo. W nocy je pięknie, z zamkniętymi oczkami opróżnia całą pierś i usypia. Nad ranem słyszę (i czuję) nawet bąki, więc cieszę się, że wszystko OK. Przy pierwszym porannym karmieniu jeszcze wszystko super. Ok 10 już jest ciężko (przed poranną dżemką), kolejne karmienie w miarę (bo bardzo głodna), następne ciężkie, często zapada potem w sen (popołudniowe nunu). Ostatnie wieczorne karmienie przed pójściem spać graniczy z histerią. Przystawiam - je. 3 minuty - przestaje, krzyk. Uciszanie, uspokajanie, nerwy - 10 minut, znów Pola je - 5 minut. Znowu krzyk, tym razem krócej, tylko 3 minuty, ale znowu po tym je minutę. Znowu krzyk - 15 minut uciszania, uspokajania. Ja mam łzy w oczach, ona woła "mama" (serio!). Czuję, że jestem najgorszą mamą na świecie bo zupełnie nie wiem, jak jej pomóc! Wykończoną Polę przystawiam kolejny raz i chwyta, je pojękując, zamyka oczka i usypia. Ciumka do uspania. Po pół godzinie tulenia mogę ją odłożyć do łóżeczka.
Nie uwierzę, że to kolki. Nigdy wcześniej tak nie miała - nagle by przyszły? W ostatnim tygodniu 3-go miesiąca? Teraz powinny się kończyć! Poza tym kolka męczyłaby ją chyba też poza porami karmienia, prawda? We czwartek pediatra wykluczyła zapalenie ucha, pleśniawki, nieżyt gardła bądź nosa. Na wizycie brzuch był miękki a Pola zadowolona. Przybrała (nawet względem skali tygodniowej), czyli wszystko w porządku. Skąd zatem - pytam - to wszystko? To umęczone, rozżalone dziecko tulące się rozpaczliwie do mamy? Gdzie popełniłam błąd? To przez tą mocną kawę Inkę pitą w ostatnim tygodniu? Czy może przez ciemną kaszę raz zjedzoną? Albo w ogóle w mojej diecie jest coś nie tak? Zmienił mi się zapach albo smak mleka? Próbowałam, różnica (jeśli jest) musi być bardzo subtelna, bo jej nie czuję. Podawałam jej Colinex - nic, Espumisan - nic, Biogaię - nic. Wiem, że zostaje jeszcze Debridad, ale ten jest na receptę i bez wyraźnego zalecenia lekarza nie podam. Raz dałam jej po prostu paracetamol przeciwbólowo (truskawkowy!) - usnęła.
Starałam się usunąć dodatkowe bodźce choć na krótko, ale w naszej rodzinie się nie da:
- 15:00 - mega kłótnia z mężem (przy Poli) - tak, wiem. Nie powinnam była, ale nerwy mi puściły
- 16:30 - wizyta teściów (Pola widziała ich z 5 razy w życiu, może się zestresowała jak prawie obca osoba ochoczo wzięła ją na ręce?)
- 18:00 - herbatka z teściami na tarasie, czyli mini spacer
Jutro zapowiedziała się moja siostra z wizytą na Dzień Dziecka (Cyt.: "Nie musisz się denerwować, będziemy na dole u rodziców". Już to widzę, a raczej słyszę turbo aktywną siostrzenicę moją!).
Ja - kłębek nerwów. Pola pewnie też.
Na poprawę humoru skoczyłam na szybko na targi rękodzieła pod Spodek (wmontowałam się z wyprawą w 2-godzinne spanie Poli w ciągu dnia, wróciłam, jak akurat się obudziła). Wróciłam z super spodniami od Natalii z Ekoubranek.
| Śliczne z jasnej dresówki z kotkami na kieszonkach. Jeszcze odrobinę za duże, ale na jesień będą jak znalazł! |
| Więcej info i foto tutaj |
Kupiłam też t-shirt dla teścia z okazji urodzin. Z kuli imienia na koszulce widniał napis "Piotruś Pan" i personalia autora. Wydaje mi się, że mu się spodobało, choć teść jest tak oszczędny w emocjach, że nigdy nie wiadomo. Załączam foto bluzy z tym napisem, bo uroczy. Choć to nie kupiony t-shirt to i tak polecam firmę Kurdemol za fiznezję w hasłach drukowanych na koszulkach:
![]() |
| Foto stąd |
Ależ paradoks się tu zrobił. Zatroskana ze mnie matka co to po sklepach biega, kiedy dziecko choruje? Nie do końca. Mąż pogratulował mi dziś bycia właśnie dobrą matką. Powiedział, że najlepsze, co mogłam dla Poli zrobić to oddanie jej jemu i wyjście z pokoju, kiedy miałam już dość i nie wiedziałam co robić ani jak sobie ze wszystkim poradzić. Pola uspokoiła się u męża na rękach i usnęła w ciągu 15 minut. Spała później 2 godziny, w trakcie których obróciłyśmy z Lady do Katowic i z powrotem. Wróciłam silniejsza i chętniejsza do dalszych działań. Jeszcze tylko jutro musimy wytrzymać i w poniedziałek pójdę z nią do gastrologa, bo chyba sytuacja mnie przerasta.
A na koniec absurdy BHP (bo szkolę się eksternistycznie na inspektora BHP na budowie!): "Do środków ochrony indywidualnej zalicza się wymienne składniki środków ochrony indywidualnej, które są istotne dla ich właściwego funkcjonowania, używane wyłącznie do takich środków".
A na koniec absurdy BHP (bo szkolę się eksternistycznie na inspektora BHP na budowie!): "Do środków ochrony indywidualnej zalicza się wymienne składniki środków ochrony indywidualnej, które są istotne dla ich właściwego funkcjonowania, używane wyłącznie do takich środków".
piątek, 30 maja 2014
Dzień Dziecka w Katowicach
Ciągle mam wyrzuty sumienia, że nie zorganizuję tego grilla. To była moja szansa na zjedzenie czegoś innego niż menu rosołowe! No i te wszystkie bloggerki, które uwielbiam, w moim ogrodzie, z dziećmi - wizja sielankowa. Dlatego przeszukałam sieć by zaproponować Wam alternatywę. Część info znajdziecie u Mamy Silesia w uaktualnionym poście kalendarzowym (tu), resztę podaję ja:
Dzień Dziecka w Złej Buce
(księgarnie absolutnie uwielbiam)
1 czerwca, godz. 11, Zła Buka
![]() |
| Foto FB |
Piotr Janiszewski, reżyser i aktor Śląskiego Teatru Lalki i Aktora Ateneum poprowadzi warsztaty teatralne. O godz. 14 Michał Bałaga, aktor sosnowieckiego Teatru Zagłębia z żoną poczytają książki dla najmłodszych. Na półkach pojawią się premierowe wydania „Królestwa dziewczynki” Iwony Chmielewskiej, „Jak zostałam wiedźmą” Doroty Masłowskiej i nowości wydawnictwa Dwie Siostry: „Typogryzmol”, „Tam, gdzie żyją dzikie stwory”, „Co wypanda, a co niewypanda”. No i najważniejsze - promocja na dziecięce książeczki (czyżby alternatywa dla Ruby Soho?).
Stamtąd idziemy na Przystanek Śniadanie do Parku Powstańców Śląskich. Dokładne info znajdziecie na FB, ale w skrócie powiem, że 1-go czerwca całe śniadanie na trawie dedykowane jest dzieciom. Czego tam nie będzie! Hocki Klocki i naleśniki, pchli targ dla dzieci, fryzjer dziecięcy i dużo, dużo więcej więc zajrzyjcie konieczne na fanpage Przystanku.
Inną atrakcją może być NOSPR dla dzieci
1 czerwca, godz. 12, Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia w Katowicach
Stamtąd idziemy na Przystanek Śniadanie do Parku Powstańców Śląskich. Dokładne info znajdziecie na FB, ale w skrócie powiem, że 1-go czerwca całe śniadanie na trawie dedykowane jest dzieciom. Czego tam nie będzie! Hocki Klocki i naleśniki, pchli targ dla dzieci, fryzjer dziecięcy i dużo, dużo więcej więc zajrzyjcie konieczne na fanpage Przystanku.
![]() |
| Foto FB |
Inną atrakcją może być NOSPR dla dzieci
1 czerwca, godz. 12, Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia w Katowicach
![]() |
| Foto FB |
Muzycy NOSPR wykonają bajkę słowno-muzyczną Piotra Mossa pt. "Niebieska małpka". To bajka pełna nieprawdopodobnych zdarzeń: słynny profesor Bleué postanawia sklonować sam siebie. Eksperyment nie udaje się i zamiast profesora-klona powstaje małpka, w dodatku niebieska, z powodu swojego „dziwacznego” koloru wyśmiewana przez inne zwierzątka z laboratorium profesora.
Bilety: 20zł, 15 zł.
Dalej pozostając w kręgu muzycznym (a jako krytykowi muzycznemu wypada mi promować) polecam naszą cudną Akademię Muzyczną. Uwielbiam ten budynek za fantastyczne atrium, uwielbiam tam być.
Lutosławski dzieciom. „Ptasie plotki” i inne wiersze
1 czerwca, godz. 18, Akademia Muzyczna im. K. Szymanowskiego
Bilety: 20zł, 15 zł.
Dalej pozostając w kręgu muzycznym (a jako krytykowi muzycznemu wypada mi promować) polecam naszą cudną Akademię Muzyczną. Uwielbiam ten budynek za fantastyczne atrium, uwielbiam tam być.
Lutosławski dzieciom. „Ptasie plotki” i inne wiersze
1 czerwca, godz. 18, Akademia Muzyczna im. K. Szymanowskiego
![]() |
| Foto FB |
W Sali Koncertowej katowickiej Akademii Muzycznej odbędzie się koncert zatytułowany „Ptasie plotki” i inne wiersze. Lutosławski dzieciom z udziałem Orkiestry Akademii Beethovenowskiej, która dyrygował będzie Massimiliano Caldi. Piosenki Witolda Lutosławskiego zaśpiewa Anna Borucka, a wiersze Juliana Tuwima recytował będzie aktor Marian Kotowicz.
A na wszystkie atrakcje oczywiście pociągiem, bo...
Mam nadzieję, że coś wybierzecie. Miasto wyraźnie się rozkręca. Jak Pola będzie już większa atrakcji będzie tyle, że nie będzie już miejsca na skromne matczyne pomysły, więc cieszę się na nasz pierwszy dzień dziecka w domu. Zrobię dla niej coś wyjątkowego.
A na wszystkie atrakcje oczywiście pociągiem, bo...
Mam nadzieję, że coś wybierzecie. Miasto wyraźnie się rozkręca. Jak Pola będzie już większa atrakcji będzie tyle, że nie będzie już miejsca na skromne matczyne pomysły, więc cieszę się na nasz pierwszy dzień dziecka w domu. Zrobię dla niej coś wyjątkowego.
Źródła:
MMSilesia.pl (dokładniej post o Dniu Dziecka)
czwartek, 29 maja 2014
Dużo smutku w małym brzuszku
Sytuacja wyglądała następująco:
Poranek - sielanka. Mała pola wygląda ślicznie w swoich nowych spodniach, mama fotografuje, Pola uśmiecha się do mnie, do lustra (nadal do mnie), do swoich zabawek. Potem głodnieje, matka wyciąga sprzęt i zaczyna się płacz. Mała dziewczynka bardzo mocno się napina, wykrzywia głowę, nabiera mocno powietrza by już za chwilę wraz z wyprostem wszystkich rączek i nóżek, dać upust swojemu żalowi. Płacze, krzyczy. Jednocześnie bardzo głodna domaga się swojej porcji mleka, odrzuca pierś i nie chce jeść.
W międzyczasie straciłam siły do dalszej walki. Lady Mama w gabinecie, mąż na niemieckim, ojciec inżynier niezdatny do udzielania pomocy przy niemowlęciu (w takich chwilach, bo w innych daje radę). Zadzwoniłam do przychodni i chyba pierwszy raz w życiu wykorzystałam przywilej należenia do lekarskiej rodziny. Ubłagałam panią doktor by przyjęła nas jeszcze dzisiaj. Wykonałam swoją roczną porcję ćwiczeń zapieprz***c między piętrami w poszukiwaniu małej kurteczki przeciwdeszczowej (przecież nie używana od tygodni, na zewnątrz akurat dziś 8 stopni), pakując małą do nosidła, nosidło plasując na tylnym siedzeniu w aucie u Lady. W przychodni nosiło wyjąć z tyłu, a ciężkie z małą w środku, do lekarki. W gabinecie 100 stopni, ja w pełnym rynsztunku uwijam się przy Poli jak mysz przy porodzie. Pani doktor stwierdza, że nic nie stwierdza. Uszy w porządku, gorączki nie ma, mała przybrała zgodnie z planem, skóra czysta, brzuch miękki. Ale przy przystawieniu do piersi brzuch twardnieje, mała się napręża, czerwienieje - słowem - dzieje się. Każe brać probiotyk i oddać mocz do badania jutro z rana.
Myślałam przez chwilę, że może jest przejedzona, bo przecież w między czasie odbijała, ulewała, w końcu wymiotowała. Ale to nie to. Próbowałam zmieniać pozycje karmienia i ostatecznie nie płakała przez całe 5 minut kiedy karmiłam ją na stojąco tak, że mała była w pozycji pionowej. Mój kręgosłup i mięśnie rąk - w szczątkach. Ostatecznie zaczęła zasypiać z ciepłą pieluchą na brzuszku przy dźwiękach suszarki. Peszek, bo akurat zbierałam jej mocz do badania. Nie mogła mi zasnąć z tym woreczkiem przyklejonym, bo już widziałam tam zaczerwienienia, po nocy byłoby ciężko. Dawaj małą na przewijak i ryk od nowa. Znów ekwilibrystyka by ją przystawić, po 10 minutach jedzenia zasypia. Nie wiem nawet ile zjadła, czy cokolwiek zjadła. Grunt, że coś się napiła, że śpi. Jak śpi to odpoczywa, niech zbiera siły.
I teraz sedno - być może problemy Poli związane są z naszą ostatnio wzmożoną aktywnością. Sobota - piknik, niedziela - grill, goście, poniedziałek - brak mamy, dentysta, wtorek - upał, środa - spacer, podróż, nowi ludzie, manewry samochodowe. Lekarka, Lady i wszystkie koleżanki Lady po fachu zgodnie twierdzą - wprowadzić znów rutynę i przystopować ze wszystkim. Faktycznie, podobnie było po świętach, po odwiedzinach, po wizytach wszelkich. Mała nie lubi jeść na tylnym siedzeniu i gdzieś tam się spieszyć. Lubi jak tata jest w domu a mama łazi od rana z piersią na wierzchu (no, prawie). Zalecenie lekarskie - mamy nie jechać jutro do teściów, odwołać niedzielnego grilla (przepraszam dziewczyny, przełóżmy to na kolejny weekend, ok? Może razem z Zuzi opracujemy jakiś pomysł na wykorzystanie przestrzeni do grillowania w Parku Śląskim?). Być może brakuje Poli stabilizacji i spokoju. Musimy spróbować.
A tymczasem w garderobie Polki...
| Romper-spodnie w afrykańskie zwierzaki, do kupienia na lindex.com |
| Strawberry field - koszulka F&F |
| Cytrynowe spodnie dostępne na lindex.com |
| Rompers TK Maxx (pisałam już o nim z okazji Dnia Matki) |
A może to wszystko o czym tutaj to nie wina diety, ale zapalenie ucha? Zęby? Na zęby chyba dosyć wcześnie (3 miesięczne niemowlęta mają już czasem początki zębów. Moja siostra miała.). No bo na miłość boską... mała wygina się tylko przy jedzeniu. Przełożyłam wizytę u pediatry na jutro.
środa, 28 maja 2014
Dieta matki karmiącej
Biedna mała Polka. Bardzo się dziś umęczyła. Pojechałyśmy przed południem na Muchowiec spotkać się z moją siostrą. Ta tydzień temu urodziła ślicznego chłopczyka i już zabrała go ze sobą na pierwszy spacer. Zaraz zaraz, chyba na pierwszy na Muchowcu, bo przecież na weekend pojechali całą rodziną w góry. Borysek cudowny, śliczny i taki malutki. przy Poli wyglądał jak mały okruszek, a przecież urodził się z masą 3600 (w całe 40 minut!).
Już na spacerku coś mi z tą Polą nie grało. Butelki nie chciała, chciała za to krzyczeć - tak samo jak wczoraj wieczorem. Zanim udało mi się ją uśpić minęło kilkanaście (dziesiąt?) minut ostrego krzyku, walki i prężenia się. Od jakiegoś czasu przed każdym karmieniem mała odstawia podobne sceny, a ja zupełnie nie wiem dlaczego: zmęczona, brzuszek ją boli - trudno powiedzieć. W trakcie spaceru było podobnie. Po powrocie do domu (z krótkim przystankiem u męża w pracy - nie, nie jestem dobrą żoną dowożącą kanapki, zwyczajnie, chwaliliśmy się ślicznym bobaskiem) Pola rozpłakała się na całego. Zdecydowanie bolał ją brzuch. Napinała się do tego stopnia, że z wysiłku i naprężenia wymiotowała. Potem chciała jeść i znów wymiotowała. Załatwiła moje dwie bluzki, getry i niezliczoną ilość swoich ubranek. Mąż pobiegł do apteki po czopki, wrócił z kroplami. Lady Mama siedziała na gorącej linii ze swoją koleżanką z Centrum Pediatrii. Już miałam pakować małą do auta i jechać do pani doktor na dyżur, gdy nagle Pola uśmiechnęła się do mnie. Zwymiotowała (jak wcześniej kilka razy), więc ją rozebrałam do naga i zarządziłam kąpiel. Na krótkim dystansie między pokojem a łazienką Pola zdążyła jeszcze wysikać się prosto na mój dekolt. Ale warto było to wszystko przecierpieć. Wyrzuciła z siebie ból brzucha i w wanience pluskała radośnie nóżkami. Po kąpieli chwyciła się do kolacji i usnęła po kilku ciumknięciach.
Gdzieś pomiędzy ścieraniem wymiocin z kostki, szyi i łokci a uspokajaniem krzyczącej dziewczynki, masowaniem brzuszka i podawaniem lekarstwa zastanawiałam się kto jest winowajcą dzisiejszego zamieszania. Wspólnie z lekarzami ustalono: kawa Inka i białe pieczywo, które to powinnam odstawić na jakiś czas. Co za tym idzie, na moją dietę składają się teraz:
- rosół (drobiowy, z marchewki i pietruszki; por odpadł bo powodował wzdęcia, podobnie seler_
- mięso gotowane bądź duszone
- ryż lub kasza biała (bo czarna powoduje u Poli wzdęcia)
- buraki, cukinia, szpinak, marchewka gotowane
- dżem (ale bez pieczywa)
- jabłka (ale już nie banany)
- jogurt Sokólski (i absolutnie żaden inny, bo to jedyny chyba na rynku nie zawierający mleka w proszku; nie częściej niż raz w tygodniu bo powoduje u Poli lekkie wzdęcia)
- owsianka (ale gotowana na wodzie, bo mleko powoduje u Poli wysypkę)
- kiełbaski drobiowe (bo po innych są wzdęcia i zaparcia)
- herbatki latacyjne (bo dzisiaj odpadła nawet niegroźna Inka, o bezkofeinowym Americano ze Starbunia mogę zapomnieć!)
- żółtko jajka (max. 1/tydzień)
- woda niegazowana
Uciągnęłam tak już 2,5 miesiąca. Za tydzień idziemy do pediatry na wizytę kontrolną i szczepienie. Muszę poważnie porozmawiać z lekarką o tej diecie matki karmiącej. Dziś nóż mi się w kieszeni otwierał, kiedy moja siostra, świeża mamusia, najpierw zjadła wafelka z kremem a potem nakarmiła małego Boryska. Why, oh why? A ja nie mogę nawet zjeść kromki z masłem i cukrem do kawy zbożowej!
Już na spacerku coś mi z tą Polą nie grało. Butelki nie chciała, chciała za to krzyczeć - tak samo jak wczoraj wieczorem. Zanim udało mi się ją uśpić minęło kilkanaście (dziesiąt?) minut ostrego krzyku, walki i prężenia się. Od jakiegoś czasu przed każdym karmieniem mała odstawia podobne sceny, a ja zupełnie nie wiem dlaczego: zmęczona, brzuszek ją boli - trudno powiedzieć. W trakcie spaceru było podobnie. Po powrocie do domu (z krótkim przystankiem u męża w pracy - nie, nie jestem dobrą żoną dowożącą kanapki, zwyczajnie, chwaliliśmy się ślicznym bobaskiem) Pola rozpłakała się na całego. Zdecydowanie bolał ją brzuch. Napinała się do tego stopnia, że z wysiłku i naprężenia wymiotowała. Potem chciała jeść i znów wymiotowała. Załatwiła moje dwie bluzki, getry i niezliczoną ilość swoich ubranek. Mąż pobiegł do apteki po czopki, wrócił z kroplami. Lady Mama siedziała na gorącej linii ze swoją koleżanką z Centrum Pediatrii. Już miałam pakować małą do auta i jechać do pani doktor na dyżur, gdy nagle Pola uśmiechnęła się do mnie. Zwymiotowała (jak wcześniej kilka razy), więc ją rozebrałam do naga i zarządziłam kąpiel. Na krótkim dystansie między pokojem a łazienką Pola zdążyła jeszcze wysikać się prosto na mój dekolt. Ale warto było to wszystko przecierpieć. Wyrzuciła z siebie ból brzucha i w wanience pluskała radośnie nóżkami. Po kąpieli chwyciła się do kolacji i usnęła po kilku ciumknięciach.
Gdzieś pomiędzy ścieraniem wymiocin z kostki, szyi i łokci a uspokajaniem krzyczącej dziewczynki, masowaniem brzuszka i podawaniem lekarstwa zastanawiałam się kto jest winowajcą dzisiejszego zamieszania. Wspólnie z lekarzami ustalono: kawa Inka i białe pieczywo, które to powinnam odstawić na jakiś czas. Co za tym idzie, na moją dietę składają się teraz:
- rosół (drobiowy, z marchewki i pietruszki; por odpadł bo powodował wzdęcia, podobnie seler_
- mięso gotowane bądź duszone
- ryż lub kasza biała (bo czarna powoduje u Poli wzdęcia)
- buraki, cukinia, szpinak, marchewka gotowane
- dżem (ale bez pieczywa)
- jabłka (ale już nie banany)
- jogurt Sokólski (i absolutnie żaden inny, bo to jedyny chyba na rynku nie zawierający mleka w proszku; nie częściej niż raz w tygodniu bo powoduje u Poli lekkie wzdęcia)
- owsianka (ale gotowana na wodzie, bo mleko powoduje u Poli wysypkę)
- kiełbaski drobiowe (bo po innych są wzdęcia i zaparcia)
- herbatki latacyjne (bo dzisiaj odpadła nawet niegroźna Inka, o bezkofeinowym Americano ze Starbunia mogę zapomnieć!)
- żółtko jajka (max. 1/tydzień)
- woda niegazowana
Uciągnęłam tak już 2,5 miesiąca. Za tydzień idziemy do pediatry na wizytę kontrolną i szczepienie. Muszę poważnie porozmawiać z lekarką o tej diecie matki karmiącej. Dziś nóż mi się w kieszeni otwierał, kiedy moja siostra, świeża mamusia, najpierw zjadła wafelka z kremem a potem nakarmiła małego Boryska. Why, oh why? A ja nie mogę nawet zjeść kromki z masłem i cukrem do kawy zbożowej!
wtorek, 27 maja 2014
Dzień dziecka: zostały 4 dni i 30% rabatu w ID!
Na wszystkie rzeczy, nawet na te przecenione, całe 30% zniżki tylko do 7 czerwca 2014 :) Za udostępnienie tego posta udzielam indywidualnych kodów rabatowych :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)







