niedziela, 9 listopada 2014

Zapraszam wszystkich do środka!

Zmiany, oj zmiany. Byłam pewna, że syndrom wicia gniazda mam już za sobą. Okazuje się, że kiedy to maleństwo już jest na świecie - potrzeba posiadania domu z prawdziwego zdarzenia urasta do najwyższej rangi.

Będziemy się niedługo przeprowadzać. Czeka nas remont i generalna zmiana wnętrza. Pytanie - co do tej pory? Mieszkać na półśrodkach? Już zmieniać to, co docelowo będę chciała zmodyfikować? Oboje z mężem jesteśmy doktorantami, więc nie ma mowy o całkowitej zmianie dekoracji. To, co mamy, będzie musiało wpasować się w Pszczynę. Jedyny problem, jaki widzę, to moje preferencje kolorystyczne. Kiedy kupowałam meble (bo zaczynałam je kolekcjonować jeszcze na studiach) wszystko wybierałam w kolorze ciemnym (ba, w czarnym!). Teraz marzy mi się wszystko w bieli. Impasik.

Postanowiłam zatem trochę moje ciemne wnętrze ożywić i wprowadzić kilka nowych akcentów. W końcu namówiłam męża na wywalenie starego, skrzypiącego łóżka i kupienie nowego, z prawdziwego zdarzenia. Zmodyfikowaliśmy przy tym pokoik Poli, który generalnie stał się naszą sypialnią. Spanie w stołowym i przenoszenie śpiącej Poli z jej łóżeczka do dostawki przy naszym łóżku nie zdało egzaminu. Teraz śpi nam się wszystkim o wiele lepiej. Łóżko pojedzie z nami do nowego mieszkania i da przyczynek do pięknej, białej sypialni. Stół, a jakże - biały, też z nami wyemigruje. Kiedyś zmienimy krzesła na bardziej stylowe i będzie jak ze skandynawskiego katalogu. Powoli różnicuje się ta kolorystyka w naszym małym mieszkanku, które w dzisiejszym poście przedstawiam (no, nie całe).

Kącik do przewijania Poli: przewijak dmuchany z Ikei, pojemniki z Ikei (i od Zuzy, która je miała też z Ikei), kosz Max Sangenic na pieluchy (uwielbiam!), torba na pranie. Kosz kupiliśmy używany na Olx.pl, za jakieś 160zł, ale w komplecie były jeszcze wkłady - skończyły się wczoraj, więc dobry deal zrobiliśmy z mężem.

Lubię ją bardzo. W środku jest nieprzemakalna, więc można do niej wrzucać ciuszki dziecięce w każdym stanie i ubabrane każdą cieczą - torbie nic się nie stanie. Świetnie robi nam za pojemnik na pranie, a intencjonalnie była torbą zakupową. Z Home&You, kupiona na przecenie za ok 20zł.

Kosze z Ikei do zawieszenia na przewijaku (stoliku do przewijania), łóżeczku, lub - jak w tym przypadku - na łóżku rodziców. Fajny patent, ale trzeba na nie uważać. Po pierwsze - okazuje się, że nie pasują na każdą szerokość ramy. Przed zakupem należy zatem zmierzyć miejsce, na którym mają wisieć. Druga spraewa, to sposób ich pakowania. Bardzo łatwo można, tak jak zrobiłam to ja, coś przeoczyć. Wyszłam ze sklepu ubiższa o cały jeden pojemnik! Dzięki jednak Zuzce z MillyMe2014 (której to pojemniki na szerokość ramy łóżeczka nie przypasowały), wzbogaciłam się o cały dodatkowy komplet. Dwa to luksus, jeden komplet jest wystarczający. Kosztuje 24,99zł i można go obejrzeć na stronie Ikei.

Pokoik Poli, który tak  urządzałam, jeszcze w ciąży (tu), i który nieco też przemeblowałam niedługo potem (tu) teraz wygląda tak. Nie zabraliśmy jej pokoiku, ale chwilowo własne lokum nie jest jej niezbędne. Pokoik jest za mały, żeby swobodnie się tam bawiła. Robi to w dużym pokoju. W swoim łóżeczko tylko sypia, więc równie dobrze możemy to robić wszyscy w jednej sypialni, bo ja ciągle lubię mieć ją obok siebie (Polę, nie sypialnię).

Wszystko utrzymane w białek kolorystyce. Surowość barwy przełamują zielone ściany i akcesoria na ścianie (ramka, napis, półeczka). No i naklejki (te poniżej).

Myślałam, że ten Paryż w tle to moja fanaberia, ale Pola na serio go lubi! Trzeba się będzie szarpnąć na analogiczny do Pszczyny, albo...taka mi chodzi po głowie, do nowego pokoiku. Fajnie symbolizuje to, że wyprowadzamy się do mieszkania i ten dom, taki nasz, własny, nie rodziców, gdzieś się tam błąka ciągle po wyobraźni i szybuje wysoko, hen daleko. Ale kiedyś go zbudujemy i będzie tylko nasz (no i psa).

Kącik Poli - szafa, łóżeczko, półeczka. Własnoręcznie robiona chmurka na lampie. 
Bardzo nostalgicznie wpływają na mnie te zmiany wnętrza. Mój pierwszy wpis na blogu, o tekstyliach do łóżeczka, ostatnio przypomniany, zestawiony z dniem dzisiejszym - ach, co za ckliwy moment! Pamiętam jak dziś, kiedy pojechaliśmy kupić kołyskę z tamtych zdjęć. Pani, która sprzedawała dostała dwie, więc jedną odsprzedawała na Olx. Nasza była złożona w kartonie, ale mieliśmy obejrzeć tą drugą, w której urzędowała jakaś mała dziewczynka. Patrzyłam wtedy na obce dziecko, takie spokojne, szczęśliwe, zerkające czy mama jest blisko i czułam malutką moją Polkę w brzuchu, jak się wierciła na potęgę. Potem w domu siadywałam sobie w tamtym pokoju pełnym marzeń o Poli, o czwartej nad ranem, kiedy to mała budziła mnie (tak, już wtedy!) intensywnymi kopniakami. Czytałam tam ostatnie książki (bo potem miało mi nie starczyć czasu na lekturę), robiłam swoje foldery, listy, oglądałam Pinteresty i inne Pinki szukając inspiracji dla pokoju dziecięcego. Tam tworzyłam swoją Polę, która dziś słodko śpi zawinięta w te same kocyki, które wtedy kupowałam. Niewiele się różni, od tego, jak ją sobie intuicyjnie wtedy wymalowałam: subtelna, delikatna, bardzo dziewczęca, uśmiechnięta i pogodna. Pola jest jak lustro - odbija całą miłość, którą dostaje, uśmiecha się tak, że aż dostaje się dodatkowego kopa do działania. Nawet o 4 nad ranem. Jest cudowna, moja córeczka.

Stół i krzesła oczywiście Ikea. Kupowałam je w ilościach hurtowych, kiedy otwierałam swoją firmę. Miało być centrum szkoleniowe, przedszkole kreatywne i inne fantastyczne pomysły. Dowiedziałam się, że jestem w ciąży w tydzień po otwarciu szkoły. Nie dałam rady pracować tak, jak wymaga tego nowa firma. Zawiesiłam działalność. Stoły (i krzesła) długo schowane były w domu mojej babci. Nie chciałam mieć z tym nic wspólnego, widziałam w nich tylko swoją, kolejną, porażkę. Przypominały mi, jak wielkie miałam ambicje, i że nic z tego nie wyszło. Teraz już minęło - zwłaszcza ten żal. Jest Pola i jakoś, w tym kontekście, falstart ze szkołą nie wydaje się tak istotny.

Pyszne ciasto marchewkowe. Przepis znajdziecie na mojewypieki.com. Ja nie dodaję ananasa, i tak wychodzi świetne. Nie robię też polewy z serka, bo już samo ciasto to słodkoć. Ostatnio zrobiłam takie bez orzechów za to z pomarańczą i otartą skórką pomarańczową. Pyszne.

Zastawa ślubna od siostry K. 

Stół Melltorp i krzesła (już takich nie ma w asortymencie Ikei, ale mam jeszcze 4 takie komplety, jeśli ktoś chce odkupić).

Lubię takie połączenia - nowoczesne linie i materiały ze starociami w tle (i dobrym winem na stole)

Za jakiś czas, coby nie przynudzać, puszczę posta o łazience, kuchni i życiu pod skos. Mam też do opisania mój kącik do pracy (którego w Pszczynie mieć nie będę, peszek) i planuję mega posta z inspiracjami do remontu (ale to pewnie w okolicach Nowego Roku). Nie planuję zmiany profilu na bloga wnętrzarskiego, choć pewnie, w czasie remontu, trochę i o tym będzie. Remont z rocznym dzieckiem na ręku? Can't wait!

9 komentarzy:

  1. Ach, jak mi się marzy remont, najlepiej w metrażu większym niż nasza kawalerka :-). Pozdrawiam gorąco!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heheh, a jego tata podobny z temperamentu :-).

      Usuń
  2. znam to - gdy już kupiliśmy wszystkie ciemne meble, nagle podoba mi się biel :) też ostatnio rozjaśniam jak mogę. wkrótce o tym napiszę zresztą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! To super, czekam na posta w takim razie. Bardzo lubię Twoje mieszkanie i w ogóle Twoje wybory wszelakie, więc na pewno mnie zainspirujesz,... do wydawania pieniędzy kolejnych. Eeee, co ja piszę, przecież już nie mam żadnych do wydania ;)

      Usuń
  3. Nie masz pojecia, jak ja bym juz chciala byc na swoim! Fajne te Wasze cztery katy, az milo popatrzec. Masz gust!

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię, lubię! Podziwiam za skosy, po tygodniowym pobycie w hotelu ze skosami moja odwieczna wizja romantycznego poddasza runęła w gruzach (podobnie jak równie romantyczna wizja romantycznego poddasza Towarzysza Męża - jego wizja w sensie, poddasza, a nie moja Towarzysza Męża). Lubię Wasze mieszkanie, bardzo nawet! Ale ja też z tych trochę zazdroszczących remontu, bo taaaak dawno nie nie zmieniłam (a uwielbiam zmieniać) że mimo całej mojej miłości do mojego mieszkania... przyznaję że fajnie Wam, z wizją NOWEGO :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Aktywnie spędzony czas to czas wykorzystany :)
    Zapraszam również na UczacInaczej.pl, może znajdziecie jakieś inspiracje :)

    OdpowiedzUsuń

Im więcej komentarzy tym ciekawiej. Piszcie!